Wirtualny salon, prawdziwe pieniądze. Importerzy aut uczą się nowej rzeczywistościWirtualny salon, prawdziwe pieniądze. Importerzy aut uczą się nowej rzeczywistościWirtualny salon, prawdziwe pieniądze. Importerzy aut uczą się nowej rzeczywistościWirtualny salon, prawdziwe pieniądze. Importerzy aut uczą się nowej rzeczywistości
Tradycyjne salony sprzedaży tracą na znaczeniu (fot. Pixabay)

Wirtualny salon, prawdziwe pieniądze. Importerzy aut uczą się nowej rzeczywistości

Wirtualny salon, prawdziwe pieniądze. Importerzy aut uczą się nowej rzeczywistości
Mateusz Lubczański

Mateusz Lubczański

-

dziennikarz, Marketing przy Kawie

Mateusz Lubczański

Mateusz Lubczański

dziennikarz
Marketing przy Kawie

Absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, na co dzień pisze o wszystkim, co związane z motoryzacją. Zafascynowany nowoczesnymi technologiami, fotografią oraz rynkiem gier komputerowych. W wolnym czasie (którego ma coraz mniej) przechodzi kolejne gry RPG lub nadgania serialowe zaległości.

Rynek motoryzacyjny powoli wraca do normalności, ale długo nie zapomni ciosu, jaki otrzymał w tym roku. Ucierpiały fabryki, cienko przędli dilerzy, straty odnotował rynek reklamowy. W tych warunkach doskonale widać było, kto się wycofuje, a kto korzysta z okazji i w trudnych czasach daje z siebie wszystko.

W marcu 2020 roku Polska zaczyna się zamykać. Gdy z półek znikają rolki papieru toaletowego, kupno samochodu ląduje daleko poza listą spraw niezbędnych. Importerzy pojazdów już wcześniej wiedzieli, że nadchodzą ciężkie czasy. Nowe modele, które miały być pokazywane na marcowym salonie samochodowym w Genewie, nie doczekały się swoich premier.

Nawet zresztą gdyby pojawiły się w ofercie, fabryki stały.

Obecnie możesz przeczytać
1 artykuł dziennie

Zarejestruj się bezpłatnie, aby otrzymać dostęp do

4915 artykułów, newslettera

oraz informacji handlowych m.in. o wydarzeniach branżowych, usługach czy produktach wspierających marketing.

Masz już konto? Zaloguj się