Udają się te bojkoty, które nie są nazywane bojkotami

Jeśli ktoś wzywa do bojkotu, a nawet w badaniach klienci deklarują, że się przyłączą, to jest mało prawdopodobne, że cokolwiek rzeczywiście się stanie. Ale nie jest dobrze, kiedy do bojkotu marki, o której w danej chwili źle się mówi, włączają się inne firmy, nie mając na to jakiegokolwiek racjonalnego uzasadnienia.

Kryzys Tigera podsumowuje Urszula Podraza, partner strategiczny w agencji Planet PR. W rozmowie z Jackiem Szlakiem mówi także o fake newsach, edukacji medialnej i dojrzałości polskiego konsumenta.

Urszula Podraza

Ekspert public relations, trener, wykładowca akademicki, partner strategiczny agencji Planet PR.

Ma kilkunastoletnie doświadczenie menedżerskie w zarządzaniu komunikacją. Rozpoczynała pracę jako dziennikarka radiowa, była szefem promocji Radia Kraków, rzecznikiem prasowym i kierownikiem działu PR krakowskiego lotniska, odpowiadała za public relations narodowych instytucji kultury – Instytutu Książki i Międzynarodowego Centrum Kultury w Krakowie. Równolegle z pracą zawodową od kilkunastu lat prowadzi działalność szkoleniową z zakresu public relations; prowadzi treningi medialne oraz szkolenia z komunikacji wewnętrznej, budowy strategii PR, wizerunku instytucji publicznych, zarządzania komunikacją w sytuacjach kryzysowych. Prowadzi także zajęcia na Uniwersytecie Jagiellońskim, w Wyższej Szkole Europejskiej im. ks. Józefa Tischnera w Krakowie oraz na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II. Jest autorką wielu artykułów w prasie branżowej, publikacji naukowych oraz książek: „Współpraca z mediami” i „Kryzysowe public relations”.

Udają się te bojkoty, które nie są nazywane bojkotami
Jacek SzlakJacek Szlak

Zacznijmy od sprawy Tigera.

Urszula PodrazaUrszula Podraza

Marka zaliczyła ewidentną wtopę. Moim zdaniem wynikała ona z braku myślenia wewnętrznego i procedur. Także z braku świadomości, jak ważnym kanałem komunikacji są media społecznościowe i jakimi mechanizmami się rządzą. To myślenie typu: „Firma zarządza iluś tam markami, Tiger nie jest tą główną, więc jest jakaś tabelka, marketer ją wypełnia. Zrobił swoje i już”. Trochę bylejakość.

Chociaż na początku wydawało mi się, że to zaplanowane działanie, szybko zrewidowałam swoje myślenie. Zobaczyłam, że wkradła się tu wspomniana bylejakość. Lepszym narzędziem do oceny działań firmy będzie więc brzytwa Hanlona.

Zachęcamy do lektury
tego interesującego wywiadu!

Zarejestruj się bezpłatnie, aby otrzymać dostęp do niego oraz

4915 innych artykułów, newslettera

oraz informacji handlowych m.in. o wydarzeniach branżowych, usługach czy produktach wspierających marketing.

Masz już konto? Zaloguj się