Obrazowy świat

Jeden obraz mówi więcej niż tysiąc słów – również o dzisiejszym świecie. Co można powiedzieć o współczesnym społeczeństwie, badając obrazy w telefonach komórkowych, kontrowersyjnej reklamie, popularnym serialu i na Facebooku? Wszyscy stajemy się producentami treści – nie dla innych, ale dla siebie, próbując okiełznać nadmiar obrazów. „Poprzez obrazowanie porządkujemy świat” – mówi dr Małgorzata Bogunia-Borowska z Instytutu Socjologii UJ.

rozmawia Tomasz Gregorczyk

Dr Małgorzata Bogunia-Borowska

Medioznawca i socjolog. Adiunkt w Zakładzie Socjologii Teoretycznej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Specjalizuje się w zagadnieniach współczesnych przemian kulturowych i społecznych ponowoczesnej rzeczywistości. Szczególnie interesuje się tematyką kultury medialnej, socjologią życia codziennego, cywilizacją obrazową oraz kulturowymi aspektami konsumpcji. Stypendystka Fundacji na rzecz Nauki Polskiej oraz wielokrotna stypendystka rządu Republiki Włoskiej. Członkini Międzynarodowego Stowarzyszenia Socjologicznego (ISA) oraz Polskiego Stowarzyszenia Socjologicznego.

Autorka i redaktorka wielu książek oraz opracowań naukowych. Ostatnio pod jej redakcją ukazała się nakładem Wydawnictwa Naukowego Scholar publikacja „Barwy codzienności. Analiza socjologiczna”.

Obrazowy świat
Tomasz GregorczykTomasz Gregorczyk

Dzisiejszy świat określa się mianem cywilizacji obrazkowej. Jakie są powody tego odejścia od słowa na rzecz obrazu? Słowa przestały nam wystarczać?

Małgorzata Bogunia-BorowskaMałgorzata Bogunia-Borowska

Dzieje rozwoju społecznego pokazują, że człowiek zawsze funkcjonował w obrazach. Potem dopiero powstało pismo, które uznaliśmy za coś bardziej zaawansowanego od komunikowania się obrazami.

Dziś znamy rozmaite systemy symbolicznego porozumiewania się i abstrakcyjnego myślenia, przeciętny Europejczyk zna dwa lub trzy języki, więc świat poszerza się, jeśli chodzi o pojmowanie rzeczywistości. Odwołując się do Wittgensteina, można przecież powiedzieć: „Znam tyle światów, ile znam języków”. I mając tak doskonałe narzędzie, paradoksalnie powracamy do czegoś, co upraszcza widzenie świata.

Tomasz Gregorczyk

No właśnie, dlaczego?

Małgorzata Bogunia-Borowska

Ludzkość doszła do punktu, w którym abstrakcyjne systemy zaczynają ją przytłaczać. Naturalną alternatywą jest zaś powrót do obrazu. Chcemy porozumiewać się ze sobą prościej, bo zmusza nas do tego cywilizacja: mamy zbyt dużo informacji i nie mamy możliwości koncentracji i wyciszenia się.

Powodem są również czynniki makrostrukturalne. W czasach zglobalizowanych społeczeństw konsumpcyjnych to język obrazów staje się płaszczyzną porozumiewania się. Bez względu na to, czy jestem z Polski, Izraela czy z Peru, istnieją wspólne obrazy i systemy obrazowe, które natychmiast pozwalają mi na złapanie sensu znaczeniowego. Wykorzystują to także obrazy reklamowe: puszka Coca-Coli buduje most porozumienia poprzez pokolenia, narody, kultury i języki.

Z drugiej strony mamy postępującą digitalizację. Internet i serwisy społecznościowe umożliwiają komunikowanie się w uproszczony sposób: na przykład ikona „lubię to” ze wzniesionym do góry kciukiem załatwia kwestię wypowiadania się w danej sprawie i zajmowania stanowiska. Tego typu uproszczenia ograniczają jednak debatę i dyskusję.

Wszystko to sprawia, że współczesne społeczeństwa należy nieco inaczej analizować. Tak zrodziła się koncepcja socjologii wizualnej, antropologii i etnografii wizualnej. Z początku skupiano się na samym obrazie, było to powiązane z historią sztuki. Bardzo dosłownie próbowano poprzez obraz interpretować rzeczywistość społeczną danych czasów.

Tomasz Gregorczyk

A dzisiaj?

Małgorzata Bogunia-Borowska

Dzisiaj nie jest to w ogóle kwestia medium czy też narzędzi, ale kwestia domeny wszechświata społecznego. To wielki system społeczny, w którym obrazy zapośredniczają kontakty i tworzą wspólnoty lub nowe wykluczenia.

Pojawiają się pytania: co ze zdjęciami robimy? Jak je przechowujemy? Jak funkcjonuje fotopamięć? Czy te zdjęcia faktycznie nabierają dziś większego znaczenia? A może właśnie tracą znaczenie, bo dawniej rodzina robiła jedno zdjęcie na parę lat i było ono świętością przechowywaną z pokolenia na pokolenie. Dziś przecież zdjęć nie wywołujemy, a kiedy kończy się życie komputera czy przenośnego dysku, przepadają też często i one.

Tomasz Gregorczyk

Uciekając od nadmiaru i chaosu systemów abstrakcyjnych, wpadliśmy w nadmiar i chaos obrazów – przestrzeń publiczna jest tego najbardziej oczywistym przykładem…

Małgorzata Bogunia-Borowska

Jak mówi Jean Baudrillard, obrazy nas uwodzą. Zdobyły rolę hegemoniczną i zaczynają nas przytłaczać. Ludzie wymyślają rozmaite strategie, żeby się przed nimi obronić – na przykład niektórzy nie mają telewizorów.

Coraz trudniej je kontrolować – nawet instytucjom państwowym. Pokazały to fotografie z amerykańskich więzień, w których strażnicy ustawiali więźniów w jakieś okropne sceny, często o charakterze pornograficznym, w celu zabawy i robienia zdjęć. Przesyłali te zdjęcia znajomym, a potem przedostały się one do przestrzeni publicznej. Wszystkie są dostępne na stronie en.wikipedia.org/wiki/Lynndie_England.

Na jednej z takich fotografii strażniczka Lynndie England wskazuje na genitalia Irakijczyków, których głowy zasłonięte są workami. Inne zdjęcie przedstawia parę żołnierzy (w tym wspomnianą England), którzy w przyjaznym uścisku wznoszą do góry znak „OK”, natomiast szokujący pierwszy plan pokazuje kilku nagich mężczyzn poskręcanych tak, że nie widać ich twarzy. Zwróceni tyłem do obiektywu, pokazują swoje pośladki, a utworzona przez nich figura przypomina piramidę.

Ujawnienie tych zdjęć wywołało wielką ogólnoświatową debatę na temat tego, co dzieje się w tego typu więzieniach. Nie mniej ważnymi kwestiami okazały się: znaczenie fotografii, funkcjonowanie systemu kontroli nad obrazami i ich polityczna moc.

Tomasz Gregorczyk

Można zaryzykować tezę, że język kieruje w stronę racjonalności i dyscypliny, a w przekazach wizualnych dominują emocje?

Małgorzata Bogunia-Borowska

Z tymi emocjami jest bardzo różnie. Dwa lata temu przygotowałam badania zawartości telefonów komórkowych – właśnie pod kątem zdjęć. Wyniki były zaskakujące. Otóż oczekiwaliśmy, że człowiek korzysta kreatywnie z narzędzia, jakim jest telefon z aparatem. Znakomity polski operator Sławomir Idziak mówił przecież, że komórka jest szansą na rozwój.

Badania jednak pokazały, że jednostka ludzka jest bardzo mało kreatywna (oczywiście to może być tylko pewien etap). Zdjęcia badanych były bardzo podobne. Najliczniejsza kategoria to rodzina, zwierzęta domowe. Jeśli ktoś miał małe dziecko, przedstawiało je 90% zdjęć (dawniej fotografie bliskich nosiło się w portfelu, dziś w telefonie).

Zdarzały się zdjęcia typowo użytkowe: plakaty, informacje, prezentacje. Liczna była też grupa zdjęć, w których widać potrzebę zakotwiczenia w świecie – w nowym miejscu ludzie robią fotografię widoku z okna albo nowego pokoju, aby uznać je bardziej za swoje. Takie zdjęcia robione przez aparat wmontowany w komórkę pozwalają oswoić nową przestrzeń i nadać jej indywidualne znaczenie.

Tomasz Gregorczyk

W jaki jeszcze sposób można badać i wykorzystywać obrazy w socjologii?

Małgorzata Bogunia-Borowska

Cała nauka jest coraz bardziej zwizualizowana, widać to m.in. w sposobie prezentacji danych. Sama socjologia wykorzystuje w badaniu obrazów bardzo różne metody. Łączy się na przykład metody wizualne z metodami mobilnymi. John Urry, brytyjski socjolog, bada transport, motoryzację, zachowania ludzi w korkach itp.

Świetne rezultaty daje wręczenie aparatów dzieciom, które widzą świat zupełnie inaczej niż dorośli. W ten sposób Lesley Murray badała drogę dzieci ze szkoły do domu. Z kolei firma ARC Opinia i Rynek ogłosiła konkurs na portret polskiego konsumenta. Przedsięwzięcie to ma na celu zbadanie autodefinicji i stosunku Polaków do zjawiska konsumpcji.

Ciekawe okazują się także badania takich miejsc jak Auschwitz i sposobów ich odbierania. Metody wizualne pozwalają uchwycić sposób odbioru miejsca obozu koncentracyjnego przez młodych ludzi. Dla wielu z nich jest ono przyswajane na podobieństwo wykreowanego miejsca w grze komputerowej. Granica pomiędzy autentycznym miejscem a wykreowaną przestrzenią jest mocno zatarta. Młodzież siada na pryczach, dotyka eksponatów itd.

Doskonałym przykładem takiego wielozmysłowego odbioru muzealnej przestrzeni jest warszawskie Muzeum Powstania Warszawskiego. Przestrzeni i znaczeń tego muzeum doświadcza się w sposób całkowicie interaktywny. Wszystkiego można dotknąć, wszystko sprawdzić. Istnieje możliwość przejścia przez kanały, siedzenia na motorze niemieckiego patrolu, zjedzenia ciastka w kawiarni stylizowanej na lokal z tamtych czasów, wypróbowania stacji radiowej…

Obrazy łączą się także bardzo silnie z nurtem socjologii codzienności. Digitalizacja dokonała egalitaryzacji ludzkich doświadczeń. Dawniej obrazy, a później nawet fotografie, przedstawiały elity. Dzisiaj fotografują i są fotografowani wszyscy. Ich widzenie świata, ich mikropraktyki życia codziennego stały się równie ważne, jak praktyki grup społecznych do tej pory uprzywilejowanych. Ludzie fotografują swoje otoczenie, swoje bloki, to, co jest dla nich istotne. W Internecie są całe strony zdjęć brzuchów ciążowych albo na przykład talerzy z codziennymi posiłkami.

Tworzy się też kultura podglądactwa i donosicielstwa. W serwisach typu Pudelek.pl czy Pomponik.pl możemy napotkać informację, że jeśli zobaczymy kawałek cellulitu jakiejś gwiazdy, mamy zrobić jej zdjęcie i jak najszybciej przysłać do redakcji. To promocja obserwacji, ale najczęściej negatywnej. To taki egalitaryzm w sensie: „zróbmy z tych celebrytów zwykłych ludzi, oni wcale nie są od nas lepsi”. Pokażmy, że parkują auta w niedozwolonych miejscach, że wyglądają przeciętnie bez makijażu.

Tomasz Gregorczyk

Czy mimo to badania obrazów faktycznie są takie istotne dla zrozumienia dzisiejszej rzeczywistości? Czy może są raczej ciekawym dodatkiem głównego nurtu albo nawet przelotną modą?

Małgorzata Bogunia-Borowska

Tkanka społeczna składa się z czterech podstawowych wymiarów: normatywnego (to normy i wartości), ideowego (nasze przekonania, idee, poglądy), interakcyjnego (więzi, kontakty, wymiana) i interesów (konflikty, zróżnicowanie, władza, prestiż). Obrazy i ikonologia wchodzą dziś bardzo głęboko w każdy z tych wymiarów. Normy, wartościowanie i światopogląd są w dużym stopniu wyrażane właśnie w obrazach i na ich podstawie kształtowane.

Dla przykładu: telewizja – czyli też kultura obrazu – przekazuje ideologię dominującej klasy średniej. Serial „Świat według Kiepskich” pokazuje grupy dotychczas marginalizowane – ludzi, którym nie udało się odnieść sukcesu w Polsce po transformacji. Dlatego ten serial upodobali sobie z jednej strony inteligenci, którzy widzieli w nim satyrę na Polskę, z drugiej identyfikująca się z nim grupa wykluczonych. Nie wszyscy żyją tak jak bohaterowie seriali TVN.

W wymiarze interesów i władzy obrazy są atrybutami prestiżu. Nie jesteśmy Skandynawią, gdzie ludzi właściwie nie różni od siebie tak wiele (choć różnice istnieją). W Polsce bardzo podkreśla się różnice społeczne: sposób ubierania się, rodzaj samochodu itp. Obrazy wiążą się nie tylko ze sferą wartości symbolicznych, ale też z wartościami tzw. praxis – praktyki społecznej. Niedawno aktora Mateusza Damięckiego opuściła żona. Wie pan, co zrobił, kiedy ścigali go paparazzi? Wyjął swój telefon komórkowy i też zrobił im zdjęcie.

Tomasz Gregorczyk

Na atak odpowiedział ogniem…

Małgorzata Bogunia-Borowska

To symboliczna sytuacja. Zrobienie zdjęcia nazywa się przecież shotem. W bezrefleksyjnym pewnie geście samoobrony aktor sięgnął po aparat. Często oglądam ze studentami film „One Hour Photo” (polski tytuł „Zdjęcie w godzinę”). Robi na nich zawsze duże wrażenie, bo ludzie wychowani w kulturze wizualnej nie są świadomi tego, że obraz i to, co z nim robimy, ma moc sprawczą. Często zupełnie bezrefleksyjnie oddajemy swój wizerunek (jak na Facebooku czy Naszej Klasie).

Film opisuje sytuację pracownika punktu wywoływania zdjęć, który zaczyna utożsamiać się z rodziną swoich regularnych klientów. W pewnym momencie odkrywa w rodzinie romans i zastanawia się, co zrobić. To również symboliczna sytuacja pokazująca, że oddając zdjęcia komuś innego, oddajemy mu też władzę nad sobą.

Widać to na przykład w praktykach korporacyjnych. Dzisiaj przed rozmowami kwalifikacyjnymi sprawdza się profile kandydatów w Internecie. Znane są już przypadki, kiedy ktoś nie dostał pracy, bo opublikował sporo swoich zdjęć z alkoholowych imprez.

Kiedyś oddawaliśmy zdjęcia do punktu fotograficznego, dziś zupełnie bezrefleksyjnie oddajemy je do Internetu. Takie zachowanie jest rzeczą naturalną dla młodych, jednak zdjęcia mogą być bardzo różnie wykorzystane.

Bohater wspomnianego filmu pokazuje fotografie zdradzanej żonie i dodatkowo stara się ukarać niewiernego męża. W tym celu zakrada się do pokoju kochanków z nożem, każe im się rozebrać, ustawia w bardzo intymnych, seksualnych pozach i robi im zdjęcia (notabene, przypomina to działania żołnierzy amerykańskich z więzienia Abu Ghraib).

Kiedy jednak zostaje złapany przez policję, okazuje się, że wcale im tych zdjęć nie zrobił. Czyli największą karą i upokorzeniem był dla kochanków sam akt bycia fotografowanym.

Tomasz Gregorczyk

Jeśli fotografia tak odziera z intymności, to dlaczego tak chętnie pokazujemy niekiedy bardzo prywatne zdjęcia?

Małgorzata Bogunia-Borowska

Bo chcemy się pochwalić. Co pokazywali ludzie na Naszej Klasie? Dom, żonę, dzieci, wakacje – najczęściej nad morzem pod palmami – czasami jakieś hobby. Człowiek ma potrzebę pokazania tego, co osiągnął, potrzebę uznania społecznego.

Nasza Klasa świetnie ten fenomen wychwyciła – tyle że to była sprawa jednorazowa. Ile razy mogę chwalić się tą samą żoną i tym samym domem? Po takiej wspólnej prezentacji swoich osiągnięć kontakty zamierały, a ludzie przenieśli się na Twittera i Facebooka: pokazałem, pochwaliłem się i koniec. Akt społecznej prezentacji już się dokonał.

Tomasz Gregorczyk

A czym z punktu widzenia socjologa różni się Facebook od Naszej Klasy?

Małgorzata Bogunia-Borowska

Przede wszystkim odbiorcami naszych profili i zdjęć na Naszej Klasie byli ludzie, których znaliśmy już wcześniej. Była to fascynacja docieraniem do osób, które kiedyś były ważne w naszym życiu, dlatego Nasza Klasa sprzyjała odnawianiu się starych romansów.

Facebook jest serwisem prawdziwie społecznościowym w tym sensie, że ma szerszy zakres działania. To aktualne życie, sprawy bieżące, wysyłanie zaproszeń, komentowanie wydarzeń. Dzięki temu pewnie będzie trwał trochę dłużej.

Tomasz Gregorczyk

Co ciekawego badacz obrazów może znaleźć w reklamie?

Małgorzata Bogunia-Borowska

Obraz w reklamie często wiąże się m.in. z kwestią, ile w ogóle możemy na fotografii pokazać. Terry Richardson, autor kampanii Sisleya (jedna z marek Benettona) jest zafascynowany amerykańską fotografką Nan Goldin, która fotografowała w Nowym Jorku życie codzienne, często środowisk gejowskich, wykraczając poza zasady fotografii artystycznej.

Inspirując się jej sposobami fotografowania codzienności i świadomym łamaniem fotograficznych konwencji, Richardson stosuje podobne metody w kampaniach reklamowych dla marki Sisley. Odbywa się to zazwyczaj w taki sposób, że zawozi grupę młodych ludzi do domu czy ogrodu, pozwala im się bawić i podglądając, robi im zdjęcia. Uczestnicy wygłupiają się, często na granicy – czasami homoseksualnego – erotyzmu.

Richardson łamał klasyczne zasady fotografii modowej, przyczyniając się do zmiany tej estetyki. Usiłuje w zabawie przekraczać granice, bawić się konwencjami i stereotypami. Zastanawiano się, na ile są to zdjęcia artystyczne, czy następuje tu jakaś transgresja, czy zaprezentowanie ich w muzeum – a taką strategię miał Sisley – nadaje im status wyjątkowości.

Tomasz Gregorczyk

Na pewno nadaje.

Małgorzata Bogunia-Borowska

Podobnie jak pisuarowi Duchampa. Kontekst zmienia znaczenia, ale też wzbudza refleksję nad codziennością. W kampaniach Sisleya zdjęcia łamiące standardy estetyki klasycznej przekroczyły jakieś granice. Na pewno zmusiły nas do przedefiniowania znaczenia tego, co traktujemy dzisiaj jako estetyczne.

Tomasz Gregorczyk

Odnotowała pani łamiące tabu kampanie reklamowe w Polsce?

Małgorzata Bogunia-Borowska

Na pewno kampania House’a „Strzeż mnie, ojcze”, która była naprawdę bardzo mocna. Problem w tym, że mamy dziś tyle obrazów, iż nawet te najbardziej obrazoburcze nie mają już zbyt dużej siły oddziaływania. Niewinne wręcz kampanie w latach 70. czy 80. miały o wiele większą moc. Dziś ta implozja obrazów, jak mówi Jean Baudrillard, powoduje, że one w pewnym momencie jakby wybuchają. Ludzie je widzą, ale nic ich nie porusza. Nic z tego nie wynika. Nastąpiła inflacja znaczeń, jakie niosą obrazy.

Większość moich studentów – choć byli targetem kampanii House’a – w ogóle jej nie zauważała. Uczymy się pomijać obrazy. To tak, jakbyśmy słyszeli, że ktoś do nas mówi, ale ani tego nie percypujemy, ani tym bardziej nie kontestujemy.

Może być i tak, że za chwilę moc obrazów się skończy. Że jest to pewna faza rozwoju kultury, która jest zawsze in statu nascendi, w stanie narodzin i ciągłego rozwoju. Kultura motoryzacyjna sprawia przecież, że coraz więcej słuchamy: siedząc w samochodach, puszczamy coraz popularniejsze audiobooki, słuchamy radia; biegając, włączamy mp3 i tak dalej.

Tomasz Gregorczyk

Czyli zalety kultury obrazu mogą ulec wyczerpaniu…

Małgorzata Bogunia-Borowska

Oczywiście. Wie pan, trudno jest przeczytać wszystkie czasopisma polskie i anglojęzyczne, jakie powinnam czytać jako socjolog, choć poświęcam na to sporo czasu. Mamy coraz mniej czasu na przyjęcie coraz większej liczby danych i informacji.

Dlatego polemizuję z Zygmuntem Baumanem, który mówi, że dzisiejszy świat to wielki supermarket, z którego wybieramy sobie produkty. Ja sądzę, że ten supermarket jest dziś tak ogromny i przytłaczający, że ludzie są zmuszeni wymyślić nowe strategie funkcjonowania.

Takim sposobem radzenia sobie z nadmiarem jest to, że wszyscy stajemy się producentami obrazów i treści. Łatwiej jest zrobić i wysłać kolejną fotkę, niż oglądać i komentować setki, a nawet tysiące zdjęć przyjaciół i znajomych.

Tomasz Gregorczyk

Uczestnictwo nie poprzez odbiór, ale przez kreację.

Małgorzata Bogunia-Borowska

Uciekamy w ten sposób od przymusu oglądania zdjęć innych ludzi. Bardzo profetycznym filmem jest „Amator” Krzysztofa Kieślowskiego. Bohater kupuje pierwszą kamerę, kiedy rodzi mu się dziecko.

Filmując, zaczyna fascynować się codziennością i uzyskuje nową świadomość. Coraz więcej rzeczy filmuje, coraz więcej go interesuje, coraz więcej dostrzega poprzez obiektyw kamery Otwiera się na nowe zagadnienia. Przez obiektyw zaczyna dostrzegać problemy społeczne. Widzi więcej.

W ostatniej scenie – kiedy już rozpada się jego małżeństwo, bo więcej czasu poświęca kamerze niż żonie – zostaje w mieszkaniu sam, trzyma kamerę w ręku, kieruje ją na siebie i zaczyna opowiadać swoje życie. To bardzo symboliczny gest, który mówi, że może trzeba było zacząć od siebie. Od poznania samego siebie. Jednak pewien poziom świadomości zazwyczaj przychodzi jako efekt jakiegoś doświadczenia.

Wydaje mi się, że żyjemy właśnie w takich czasach – nie fotografujemy dla innych, ale dla siebie, próbując okiełznać nadmiar obrazów. Porządkujemy świat poprzez obrazowanie. W telefonie komórkowym mamy zdjęcia rodziny, osób, które najbardziej kochamy – i nie jest to masa znajomych. Nie jesteśmy już wybierającym z hipermarketu obrazów konsumentem, lecz producentem – bo to jest prostsze.

Tomasz Gregorczyk

Fotografia jest też jedną z niewielu dziedzin sztuki, w których amator może niekiedy osiągnąć bardzo wysoki poziom. Jeżeli amatorsko gramy proste utwory na fortepianie, to nie wyjdzie nam przez przypadek koncert Chopina. Jeśli amatorsko robimy setki zdjęć, jest duża szansa, że jedno na tysiąc będzie wybitne. I faktycznie serwisy fotograficzne dla amatorów zapełniają zdjęcia perfekcyjne.

Małgorzata Bogunia-Borowska

Ma pan rację, fotografia jest narzędziem egalitaryzującym. Pytanie tylko: kto te zdjęcia odkryje? Dla kogo są robione? Choć być może pewne tematy sfotografuje lepiej amator ze swoją komórką, bo porusza się po przestrzeniach, w których profesjonalista się po prostu nie znajdzie. To znów kwestia społecznej praxis.

Słynna Annie Leibovitz robi bardzo mało zdjęć. Przygotowania do sesji „Maria Antonina” trwały godzinami, a sama sesja około pół godziny.

Tomasz Gregorczyk

Za profesjonalistami wciąż przemawia warsztat i sprawność.

Małgorzata Bogunia-Borowska

Z drugiej strony zawodowcy obawiają się tego, że podważa się dziś kanony fotografii. Dlaczego nie można uciąć komuś na zdjęciu kawałka ręki? Kwestionuje się te estetyczne i techniczne reguły. Relatywizacja tych wartości powoduje, że każdy może tworzyć własną estetykę. Różnica polega jednak na tym, kiedy czyni się to świadomie, a kiedy jest to tylko przypadek.

Tomasz Gregorczyk

Zresztą na oficjalnych wystawach możemy zobaczyć fotografie wyglądające jak „zepsute zdjęcia”.

Małgorzata Bogunia-Borowska

To część większego kulturowego trendu. W modzie popularne są znoszone rzeczy, dżinsy nowe, ale wyglądające na używane. To taka moda na niedoskonałość. Odchodzi się też od fotografii idealnej, bo być może nie ma w niej prawdy. Może w tej nieidealnej, zrobionej z ukrycia jest jakiś komunikat i prawda o rzeczywistości.

Czasami zdjęcia uzyskują znaczenie dopiero po czasie. Tak było z Zofią Rydet i jej cyklem „Zapis socjologiczny”, który teraz pokazywany jest na wystawach i mówi się o nim, że to pierwsze zdjęcia socjologiczne. Rydet angażowała wszystkie swoje prywatne środki i jeżdżąc po wsiach, zrobiła tony zdjęć. Wtedy wydawało się to zbędne, dziś te fotografie pokazują świat, którego już nie ma.

Jest taki film „Przeznaczone do burdelu”. Opowiada o amerykańskiej fotoreporterce Zanie Briski, która jedzie do Kalkuty do dzielnicy prostytutek. Wręczyła ona aparaty fotograficzne dzieciom prostytutek (które pewnie podzielą los matek), nauczyła je robić zdjęcia i w końcu poprosiła o robienie zdjęć ich świata. Wiedziała, że sama do tego świata nie dotrze.

I rzeczywiście, zdjęcia wyszły rewelacyjne. Dwójka dzieci okazała się bardzo uzdolniona, jedno poleciało nawet na wystawę do Europy. Robienie zdjęć pozwoliło im uzyskać pewną świadomość, rozbudzić chęć dokonania zmiany własnego życia.

Tomasz Gregorczyk

Moc fotografii będzie zatem maleć czy rosnąć?

Małgorzata Bogunia-Borowska

Człowiek od zawsze marzył i dążył do z jednej strony dokumentowania, z drugiej zaś kreatywnego przekształcania świata. Dziś ma ku temu wyjątkowe narzędzia i zaawansowane technologie, które w pewnym sensie każdego z nas czynią dokumentalistą i kreatorem. Najważniejsze jednak, żeby te procesy nie były pozbawione refleksji i świadomości tego, jak bardzo nasze wyobrażenie świata kształtują obrazy, fotografie i media.

Obrazy są tworzone, aby się nimi dzielić, konsumować je i kontestować. Ważne jest również, aby je widzieć w szerszym kontekście władzy, kontroli, działań społecznych, kreowania stosunków społecznych, relacji międzyludzkich, egalitaryzacji, zmiany społecznej, emocji i estetyki.

Zaobserwujmy dzieci, które nie przeszły jeszcze treningu społecznego. One z jednej strony w sposób naturalny traktują aparaty, komórki czy laptopy, i tak też się z nimi obchodzą. Bez problemu używają tych narzędzi. Z drugiej strony niezwykle intensywnie buntują się przeciw odbieraniu im możliwości swobodnego przeżywania emocji.

Dzieci płaczą, krzyczą, uciekają, gdy przerywa im się swobodną zabawę. Pragną cieszyć się emocjami, wrażeniami, chłoną świat emocji i uczuć bez pośredników i bez mediatyzowania. Stają się nieszczęśliwe w sytuacjach, gdy ich rodzice pragną te wszystkie emocje ciągle utrwalać, mając nadzieję na ich zatrzymanie i odtworzenie w domu lub podzielenie się z innymi.

Dziecko chłonie świat wrażeń, czerpiąc z tego radość. Dorośli, coraz częściej uzbrojeni w rozmaite sprzęty, usiłują emocje zatrzymać w obrazach. To efekt socjalizacji do bycia członkiem społeczeństwa obrazów.