Konsumenci stają się sprytniejsi i szybsi od firm

Istotą rewolucji w Internecie, związanej z tworzeniem treści przez użytkowników, jest zmiana w szybkości i sposobie dystrybucji informacji. Uwidacznia się to szczególnie w sytuacjach kryzysowych, takich jak zamachy w Londynie i Madrycie, które aktywizują duże rzesze ludzi. Nowe narzędzia, takie jak YouTube – w przeciwieństwie do mediów tradycyjnych – ukazują rzeczywistość z jej jasnymi i ciemnymi stronami. Skutkiem tego dla globalnych korporacji jest pojawienie się nowych modeli biznesowych.

Z Dominikiem Kaznowskim rozmawia Jakub Müller

Dominik Kaznowski

Związany z rynkiem marketingu on-line od niemal dziesięciu lat. Autor bloga kaznowski.blox.pl i książki o marketingu w Internecie. Zasiada w radach nadzorczych IAB i PBI. Jest członkiem Komisji Etyki Reklamy. Obecnie pełni funkcję dyrektora marketingu portalu Gazeta.pl.

Konsumenci stają się sprytniejsi i szybsi od firm
Jakub MüllerJakub Müller

Dzisiaj każdy może wrzucić filmik na YouTube czy zdobyć rzeszę czytelników, prowadząc blog. Co jest istotą rewolucji, jeśli chodzi o treść tworzoną przez użytkowników w Internecie?

Dominik KaznowskiDominik Kaznowski

Najkrócej mówiąc – zmiana w szybkości i sposobie dystrybucji informacji. Jest ona szczególnie widoczna w sytuacjach kryzysowych, kiedy aktywizują się duże rzesze konsumentów mediów. W czasie zamachów terrorystycznych w Madrycie i Londynie ludzie z kamerami i aparatami w telefonach komórkowych dostarczali relacje szybciej niż profesjonalni reporterzy, a jednocześnie dokonywali tego w znacznie szerszym ujęciu.

To, czego dzisiaj jesteśmy świadkami, to masowy dostęp do narzędzi produkcji treści. Skala zmian nasuwa skojarzenie z rewolucją, jaka zaszła po upowszechnieniu się w Europie techniki druku. W relatywnie krótkim czasie dostęp do wiedzy za pośrednictwem słowa drukowanego przestał być domeną bogatych elit i stał się udziałem szerszych grup społecznych. Tak jak wówczas jedyną barierą dostępu do edukacji była umiejętność czytania i pisania, tak dzisiaj jest nią dostęp do Internetu czy posiadanie telefonu komórkowego.

Odnosząc to do naszych czasów, można zauważyć, że przez długi okres możliwość publikacji treści była zarezerwowana dla podmiotów instytucjonalnych, które dysponowały zasobami potrzebnymi do wydawania książek, prowadzenia gazet, radia czy telewizji.

Możliwość wyrażania opinii, choć zagwarantowana prawnie, w praktyce miała małe szanse na realizację. Głos jednostki rzadko kiedy docierał do większej liczby odbiorców. Aby uzyskać możliwość przekazania swoich poglądów, należało zainteresować nimi media, a następnie uzyskać ich akceptację. Stanowiło to pewien filtr, przez który przedostawał się niewielki odsetek informacji.

Zachęcamy do lektury
tego interesującego wywiadu!

Zarejestruj się bezpłatnie, aby otrzymać dostęp do niego oraz

4915 innych artykułów, newslettera

oraz informacji handlowych m.in. o wydarzeniach branżowych, usługach czy produktach wspierających marketing.

Masz już konto? Zaloguj się