Konkurencja w przyszłości

W ciągu następnych 10 lat czeka nas więcej komputerowych rewolucji niż w ostatnim 30-leciu – twierdzi Neil Holloway, wiceprezes Microsoft Corp. W obszernym wywiadzie dla „Marketingu przy Kawie” rozmawiamy o wizerunku Microsoftu, konkurencji z Apple i Google, otwarciu na środowisko Linuksa, futurystycznych lodówkach oraz... o piłce nożnej.

rozmawia Tomasz Gregorczyk

Neil Holloway

Prezes Microsoft na Europę, Bliski Wschód i Afrykę, wiceprezes Microsoft Corp.Kieruje działalnością Microsoft Corp. w całym regionie EMEA, a jednocześnie jest członkiem międzynarodowego zespołu kierowniczego Grupy ds. Sprzedaży, Marketingu i Usług (SMSG) oraz międzynarodowego Zespołu Kierowniczego ds. Konsumentów (CLT). Podstawowe obszary jego działalności to podtrzymywanie satysfakcji klienta, poprawa integracji między jednostkami organizacyjnymi Microsoft, zaspokajanie specyficznych potrzeb technicznych na różnych rynkach i rozwijanie segmentu oprogramowania w regionie.

Przed objęciem funkcji prezesa w 2005 r. Holloway był wiceprezesem korporacji ds. sprzedaży, marketingu i usług w regionie EMEA. Jego zadania obejmowały kierowanie procesami planowania działalności, zwiększanie skuteczności działań w terenie oraz zarządzanie działaniami w zakresie sprzedaży i marketingu firmy Microsoft w całym regionie EMEA.

Pracę w Microsoft rozpoczął w 1990 r., pełniąc szereg strategicznych funkcji w brytyjskim oddziale firmy. Został mianowany dyrektorem zarządzającym Microsoft Ltd. w lipcu 1998 r., a następnie wiceprezesem Microsoft na region EMEA w kwietniu 2000 r.

Absolwent Uniwersytetu Cambridge w dziedzinie badań operacyjnych i techniki regulacji, ma również licencjat z matematyki na Uniwersytecie w Bath.

Konkurencja w przyszłości
Tomasz GregorczykTomasz Gregorczyk

Można spotkać się z opiniami, że na rynku konsumenckim minął już czas wielkich przełomów, jeśli chodzi o komputery jako takie. Będą coraz szybsze i pojemniejsze, ale pole rozwoju i konkurencji przenosi się gdzie indziej. Zgodzi się pan z taką opinią?

Neil HollowayNeil Holloway

Zupełnie nie. Podam kilka przykładów. Jednym z problemów, które chcemy rozwiązać, jest kwestia interakcji z komputerem. PC istnieje już przeszło 30 lat i przez cały ten czas głównym sposobem komunikacji z nim była klawiatura. Równocześnie przy każdym wywiadzie przekonuję się, że dziennikarze – podobnie jak pan – wciąż używają papieru i pióra. Powstaje więc pytanie, jak poszerzyć zakres interakcji z urządzeniami cyfrowymi. Wprowadziliśmy zatem na rynek produkt o nazwie Tablet PC.

Jestem wielkim fanem tego rozwiązania – nie dlatego, że Microsoft kazał mi go używać, ale dlatego, że dzięki niemu można robić sporo notatek podczas prezentacji. Inne ułatwienie jest związane z mową naturalną, przez którą także możemy porozumiewać się z komputerem. Interesująca jest najnowsza wersja Microsoft Exchange: będąc w podróży służbowej, jestem w stanie z każdego miejsca na świecie odsłuchiwać wiadomości z poczty elektronicznej i kontaktować się z nią za pomocą głosu. Dla mnie i dla wszystkich ludzi pracujących w ciągłym ruchu jest to bardzo użyteczne.

Dwa tygodnie temu po raz pierwszy zaprezentowaliśmy urządzenie o nazwie Microsoft Surface. Przypomina ono stół o rozmiarach o połowę mniejszych od tego, przy którym teraz siedzimy, zbliżony wielkością do zwykłego stolika do kawy – z tym, że jego powierzchnia jest cyfrowa. Obsługuje się go poprzez zwykłe gesty.

Można położyć na nim – a de facto jest to komputer osobisty – aparat cyfrowy i tylko nim potrząsnąć, aby pokazały się wszystkie zdjęcia. Gdy ktoś inny położy kolejny aparat, można wymieniać się zdjęciami niemal jak drukowanymi fotografiami – przesuwając je po stole. Dla mnie to spora innowacja. W związku z tym uważamy, że będzie dokładnie odwrotnie – w ciągu najbliższych 10 lat użytkownicy komputerów przeżyją więcej przełomów, niż przez ostatnie 30.

Tomasz Gregorczyk

Czyli zgodzi się pan z tym, że najważniejszym trendem będzie rozwój w szeroko pojętej elektronice użytkowej. Jak bardzo Microsoft chce zaangażować się w tego typu produkty?

Neil Holloway

Do każdego urządzenia, które staje się cyfrowe, można dołożyć wartość dodaną w postaci oprogramowania. Microsoft chce dostarczać systemy operacyjne, czyli platformę dla cyfrowego środowiska. Mogą to być telefony komórkowe, które coraz bardziej się digitalizują, set-top boksy dla telewizji cyfrowych czy też cyfrowa lodówka – wszystko, co może mieć mikroprocesor, potrzebuje oprogramowania. Dzięki software’owi te urządzenia będą odróżniać się od swych rynkowych konkurentów, a dzięki naszym systemom będą mogły współdziałać na jednej platformie. Może to dotyczyć zarówno sfery biznesu, jak i konsumenckiej – w obu coraz więcej urządzeń się digitalizuje.

Weźmy na przykład lodówkę. Nie wiem, jak to wygląda w Polsce, ale w niektórych krajach około 10-20% jedzenia w lodówce się marnuje. Po prostu kupujemy produkty i zapominamy o nich, a co więcej – nie pamiętamy o dacie przydatności do spożycia. Byłoby fantastycznie, gdyby dzięki takim technologiom jak RFID lub wyposażeniu większości kupowanej żywności w małe chipy lodówka mogła informować nas o tym, co w niej jest i kiedy należy to spożyć.

Tomasz Gregorczyk

I gdzie tutaj miejsce na system operacyjny?

Neil Holloway

Chodzi o to, że to urządzenie musi umieć połączyć się z naszym PC lub innym większym sprzętem – notebookiem, palmtopem czy telefonem komórkowym. Lodówka powinna nas zaalarmować, że kończy nam się mleko lub że kawałek mięsa, który kupiliśmy, powinien być przyrządzony w ciągu jednego dnia. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby inteligentne lodówki łączyły się z Internetem i proponowały nam przepis na danie z dziesięciu produktów, które akurat mamy.

Brzmi to cokolwiek futurystycznie i przypominać może nieco sytuację „Wielki Brat patrzy”, ale faktem jest, że niemal każda rzecz w naszym otoczeniu może mieć elektroniczny chip. Każdy chip może zaś być połączony z innymi urządzeniami i w pewnym momencie potrzeba będzie systemu operacyjnego, który to umożliwi. Inwestujemy więc sporo w wysokiej jakości komputery jako takie, ale również w nowe sposoby interakcji.

Ostatnim przykładem niech będą roboty. Roboty są dzisiaj w miejscu, w którym komputery były jakieś 40 lat temu – czyli nigdzie. Ale w przyszłości będą inteligentnymi urządzeniami elektronicznymi. Dużo inwestujemy w badania nad robotyką – jest to rozszerzenie elektroniki użytkowej, o którą pan pyta. I znowu – te urządzenia potrzebują i hardware’u, i software’u. Software to platforma, która umożliwia pisanie aplikacji na niej opartych – i tę platformę Microsoft chce dostarczać.

Tomasz Gregorczyk

W tej dziedzinie jest sporo liczących się graczy, więc konkurencja będzie bardzo zacięta.

Neil Holloway

I świetnie! Im więcej firm będzie inwestować w tym obszarze, im więcej będzie w nim istotnych przełomów, tym lepiej. Nie dalej jak tydzień temu podpisaliśmy porozumienie z LG w Azji. To bardzo innowacyjna firma, a nam zależy na tego typu współpracy. My dzielimy się naszymi innowacjami, a oni swoimi. Żadna firma nie poradzi sobie samodzielnie. Są obszary, które wymagają innowacji w sferze hardware’u.

Jesteśmy postrzegani jako firma rozwijająca oprogramowanie, ale pozostajemy w bardzo bliskich relacjach z większością producentów hardware’u w przemyśle. Wiadomo – w niektórych dziedzinach radzimy sobie dobrze, a w niektórych nie. To wspaniała sytuacja dla biznesu i dla wolności wyboru konsumentów.

Tomasz Gregorczyk

Chciałbym porozmawiać chwilę o wizerunku Microsoftu. To paradoksalna sytuacja, że choć systemy operacyjne Windows są najpopularniejsze na świecie, to Microsoft jest jedną z najbardziej nielubianych korporacji. Te wszystkie dowcipy i wręcz moda, aby nienawidzić Microsoftu…

Neil Holloway

Po pierwsze – dobrze mieć taką pozycję, dzięki której ludzie tyle o tobie mówią. Oznacza to, mówiąc najprościej, że masz im coś do zaoferowania. Po drugie – tak naprawdę nienawiść do Microsoftu nie jest aż tak powszechna. Przeprowadzamy badania na bardzo szerokiej grupie respondentów – wśród studentów, pracowników IT, deweloperów i urzędników państwowych, również wśród dziennikarzy. I głęboka niechęć to naprawdę rzadkość.

Oczywiście niektórzy wygłaszają bardzo mocne opinie na nasz temat. W większości wypadków pochodzą one od osób, które mają nieco inne spojrzenie na zagadnienie technologii komputerowych. OK – jeśli porozmawiamy z zatwardziałymi fanami Linuksa, z pewnością natrafimy na zupełnie inne zdania w tej kwestii. Ale jeśli rozmowy przeprowadzone będą wśród ludzi na uniwersytetach, okaże się, że większość z nich wcale nie nienawidzi Microsoftu. Większość osób po prostu rozpoznaje nasze produkty.

Pierwszą rzeczą, którą robię po przyjeździe do jakiegoś kraju, są rozmowy z naszymi partnerami dostarczającymi klientom praktycznych rozwiązań. Mamy 8 i pół tysiąca partnerów w Polsce, i to od nich otrzymujemy wiele zwrotnych informacji z tego rynku. Dowiadujemy się, że niektóre rzeczy powinniśmy robić nieco inaczej, ale nikt nas nie nienawidzi.

Podobnie rzecz ma się z przedstawicielami rządów. W Ameryce jeszcze kilka lat temu rzeczywiście mieliśmy problem z politykami, ale obecnie jesteśmy jedną z najbardziej szanowanych firm. W Polsce jakieś trzy tygodnie temu zdobyliśmy nagrodę jako firma wykazująca się odpowiedzialnością społeczną.

Ludzie mają różne opinie i trzeba to zrozumieć. Trzymajmy się przykładu Linuksa – jego zwolennicy twardo wierzą w społeczność i open source. Przez ostatnie dwa, trzy lata pracowaliśmy nad tym, jak nasza społeczność powinna współpracować ze społecznością Linuksa. I spotkaliśmy się z fantastycznym odzewem, również wśród osób mocno zorientowanych na Linux.

Zadaliśmy sobie też pytanie, z jakich powodów i do jakich celów ludzie używają tego systemu. To zmusza nas do pracy nad tym, żeby Windows był dla owych celów lepszą platformą. Od kolejnych wersji Windowsa po kolejne wersje Windows Server. Zobaczymy, jak konsumenci na to zareagują.

Tomasz Gregorczyk

No dobrze, może nie chodzi tu o nienawiść. Ale wspomniał pan o społecznościach. Bardzo silną społeczność ma Apple. To grupa bardzo aktywna w Internecie: walczy o swoją markę, broni jej. Odczuwa z nią wyraźną więź emocjonalną, która w przypadku Microsoftu praktycznie nie istnieje. Myślę, że może to być pewnym problemem na rynku konsumenckim. Zauważa pan to?

Neil Holloway

To zależy. Przede wszystkim zajmujemy się technologią w bardzo szerokim zakresie. Jeśli chodzi o świat gier komputerowych – szczególnie w krajach, w których dostępne są Xbox oraz Xbox Live – nasza marka jest mocna, niesamowicie mocna. Emocje i poczucie więzi z marką są ogromne. Również w przypadku przeglądarki MSN oraz programu Windows Messenger skojarzenia z marką są bardzo dobre, szczególnie wśród użytkowników w przedziale wiekowym od 14 do 25 lat.

Na całym świecie jest bardzo niewiele firm, które mają tak szerokie portfolio oznaczone główną marką. Zazwyczaj trzeba rozbić ją na kilka submarek. Mamy więc submarki w kategorii gier komputerowych, telefonii komórkowej i w kilku innych obszarach. W takiej sytuacji nie sposób stworzyć emocjonalnego związku z firmą jako taką.

Proszę spojrzeć na Apple – nie ma przecież żadnej marki w biznesie. Apple jest bardzo trendy w świecie muzyki, a Maki – w niektórych krajach – w świecie komputerów domowych. Oni koncentrują się na jednym typie odbiorców i dlatego mogą wzbudzić w nich ten stopień powiązania z marką. I są w tym dobrzy. Tak jak my jesteśmy dobrzy w konsolach do gier. Niejeden Amerykanin używa Maca i gra na Xboksie. Nie można powiedzieć, że mając Maca, nie można używać innych produktów Microsoftu.

Tomasz Gregorczyk

Widział pan te reklamy – Mac kontra PC?

Neil Holloway

Jasne, są świetne.

Tomasz Gregorczyk

Naprawdę się panu podobały?

Neil Holloway

Nie chodzi o to, czy mi się podobały, czy nie. Z perspektywy konsumentów były bardzo dobre. Ale reklamy porównawcze tego typu robi się tylko wtedy, gdy jest się przekonanym, że ma się poważną konkurencję. Gdyby firma Apple nie widziała poważnego zagrożenia w naszym systemie Vista, nie inwestowałaby w te reklamy tyle pieniędzy. Poza tym jej podejście jest bardzo dobre, ale nie wpływa znacząco na udziały w rynku nawet w krajach, w których wydaje ona znaczące sumy.

Tomasz Gregorczyk

A pan jest zadowolony ze sprzedaży Visty?

Neil Holloway

Tak, bardzo. Sprzedaje się świetnie i na całym świecie widać wielki odzew. Oczywiście nie sposób zadowolić wszystkich, ale procent komputerów osobistych sprzedawanych z Vistą jest ogromny. Z kolei klienci biznesowi muszą mieć trochę czasu, aby przekonać się, że jest to system kompatybilny ze wszystkimi aplikacjami biznesowymi. Proces wymiany systemu na Vistę będzie trwał przez 5 następnych lat, w zależności od tego, jakie są to firmy i jak ważna jest dla nich technologia. Jesteśmy zadowoleni z wyników, jakie uzyskujemy – do tej pory sprzedano ponad 40 milionów sztuk Visty i cieszymy się z ciągłego wzrostu.

Tomasz Gregorczyk

Mówiliśmy o Apple, porozmawiajmy więc o Google. Na ile nowy model biznesowy oparty na reklamach, prezentowany przez Google, może być wykorzystany przez Microsoft?

Neil Holloway

Myślę, że trzeba rozróżnić dwie perspektywy – technologiczną oraz biznesową. Technologicznie Microsoft zaczął od oprogramowania, Google zaś od oprogramowania jako usługi. Większość z tego, co Google oferuje poza wyszukiwaniem, jest umiejscowione w Sieci. Powstaje pytanie – gdzie umieszczać oferowane dane i aplikacje? Naszym zdaniem i w komputerze klienta, i w Sieci. Wierzymy w mądrych konsumentów i wierzymy też w Sieć.

Zapewniam, że w ciągu następnych dwóch lat każdy nasz produkt będzie składał się i z oprogramowania, i z usługi dostępnej w Internecie. Co ciekawe, zarówno Google, jak i inne firmy, które zaczęły swoje działanie w Sieci, dochodzą do wniosku, że muszą też być dobre w świecie off-line. Mówimy tu o e-commerce, który zaczyna rozwijać się także off-line, czy choćby o Google Gears, które zapowiedziano kilka tygodni temu…

Tomasz Gregorczyk

Myśli pan, że Google Gears mogą być zagrożeniem dla Microsoft Office?

Neil Holloway

Myślę, że to świetna możliwość biznesowa – idea wartości dodanej w produktach zarówno fizycznie istniejących, jak i tych w Sieci. Sama możliwość wymiany jest produktem, który jest ważny dla klientów. W tym momencie mamy więc wymianę między serwerami i wymianę między klientami. Jak wiadomo, jednym z największym problemów jest tutaj kwestia wirusów, malware i spamu. Do walki z nimi mamy działający w Sieci serwis, zbudowany na bazie firmy Forefront, którą kupiliśmy. Firmy pracują zatem na swoich serwerach, ze swoimi klientami, ale również korzystają z naszego serwisu. Koncepcja „software + usługi” jest dla nas fantastyczną okazją.

Tomasz Gregorczyk

A co z modelami biznesowymi?

Neil Holloway

Dziś są trzy typy modeli biznesowych. Pierwszy to model transakcyjny, drugi – subskrypcyjny, a trzeci opiera się na reklamie. Jak Pan zauważył, Google najwięcej zarabia na reklamach, ale niektóre ich oferty skierowane do biznesu oparte są na subskrypcjach. Microsoft już teraz oferuje wiele serwisów, które zarabiają na reklamach. Na przykład Messenger i Hotmail mają zintegrowany z nimi system reklamowy.

W ciągu dwunastu miesięcy w USA pojawi się możliwość zintegrowania i wykorzystania modelu reklamowego w programach takich jak Office. Mamy produkt o nazwie Office Live, przeznaczony dla małego biznesu, dzięki któremu można pracować w programie Office i w Sieci równocześnie. To użyteczne, zwłaszcza właśnie w małym biznesie. W ramach wspomnianego programu istnieje kilka opcji – jedną z nich jest darmowy produkt, ale z dużą ilością reklam.

Technologia ewoluuje, a modele biznesowe razem z nią. Oczywiście pojawia się wiele możliwości związanych z reklamami, ale to dotyczyć będzie raczej sfery konsumenckiej. Gdy rozmawiam z przedstawicielami przedsiębiorstw, widzę, że niechętnie odnoszą się do zbyt dużej ilości reklam w systemach pocztowych, Office i tego typu produktach.

Tomasz Gregorczyk

Wspomniał pan wcześniej o modelu open source, który doskonale sprawdza się w niektórych dziedzinach. Microsoft dwukrotnie już podjął współpracę z tego typu projektami. Czy firma zamierza jakoś wykorzystać ruch open source?

Neil Holloway

Z punktu widzenia średnich i dużych firm najważniejsze są trzy sprawy: interoperacyjność [zdolność do współdziałania], koszty nabycia i użytkowania oraz bezpieczeństwo systemów informatycznych. To bardzo wrażliwe punkty. Zarówno w przypadku współpracy z firmami Novell (SuSE Linux), jak i z Xandros położyliśmy nacisk na dwie rzeczy.

Po pierwsze, uporządkowaliśmy kwestie patentowe i własności intelektualnej z obu stron. Po drugie, istotną sprawą była wirtualizacja [technologia pozwalająca uruchomić wiele systemów operacyjnych jednocześnie, na tej samej platformie sprzętowej]. Musieliśmy mieć pewność, że klienci, którzy wybrali różne wersje Linuksa lub Windowsa, będą mogli zintegrować te systemy.

Czy chcielibyśmy zatem współpracować z dostawcami Linuksa? Tak, chcielibyśmy. Czy otwarliśmy się na tę współpracę? Tak, zrobiliśmy to. Stworzone zostały podstawy – najważniejsze z nich to interoperacyjność i ochrona IP. Teraz przekonamy się, jak to działa w praktyce.

Tomasz Gregorczyk

Chciałbym zapytać również o systemy CRM, ERP i inne rozwiązania ściśle biznesowe. Jakie są największe wyzwania dla Microsoftu i kierunki rozwoju w tym obszarze?

Neil Holloway

Może najpierw nakreślę cztery obszary, w których działamy, abyśmy mieli pewność, że mówimy o tym samym. Po pierwsze, chcemy dostarczać biznesowi produkty infrastrukturalne – system Windows dla większości elektroniki użytkowej, serwerów i komputerów.

Drugą sferę nazywam platformą, na której firmy, niezależni sprzedawcy oprogramowania i inne organizacje są w stanie pisać aplikacje biznesowe. Trzeci rejon związany jest z produktywnością w biznesie – chodzi o to, jak podnieść produktywność pracowników firm, umożliwiać komunikację, współpracę oraz poszukiwanie i wymianę informacji. Czwartym obszarem są wspomniane w pytaniu aplikacje biznesowe – CRM, ERP, HR i tak dalej.

Chcemy iść w kierunku zintegrowania wszystkich tych czterech obszarów (grupa, która zajmuje się tym problemem, nazywa się Microsoft Business Division). Weźmy CRM – historycznie rzecz biorąc, sposób korzystania z różnych systemów CRM był inny, inny był interfejs i używało się innej metodologii.

W naszym przypadku – bardzo szybko zrozumie działanie Microsoft CRM ten, kto przyswoił sobie działanie Outlooka. Jeśli zechce dzielić się zebranymi przez siebie informacjami, może użyć do tego narzędzia Microsoft Share Point. Może też wykorzystać narzędzia business intelligence. A może przydatny okaże się Windows Platform?

Nie chcemy dostarczać jedynie punktowych rozwiązań, widzimy szansę w integracji. Dzięki temu podejściu wchodzimy w proces tworzenia tak zwanej bazy roli. Powstaje ona na podstawie analizy pracy, jaką wykonują ludzie w biznesie. Bada się około 50 różnych ról pełnionych w tej dziedzinie. Nawet standaryzowane, „pudełkowe” rozwiązania mają elementy bazy roli, co znacznie ułatwia ich stosowanie. Bo przecież chodzi o to, by sprawić, że klienci będą używali tych narzędzi z jak najlepszym skutkiem.

Tomasz Gregorczyk

Region Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki, którym się pan zajmuje, to wiele różnych krajów, wręcz wiele różnych kultur. Jak istotne są te różnice w marketingu i sprzedaży Microsoftu?

Neil Holloway

Najogólniej rzecz biorąc – produkujemy oprogramowanie, które jest sprzedawane przez naszych partnerów klientom w sektorze publicznym oraz klientom indywidualnym. Przedsiębiorstwa na całym świecie są bardzo do siebie podobne. Jeśli porównamy pięciu naszych najlepszych klientów biznesowych w Polsce z klientami na Łotwie czy w Hiszpanii, okaże się, że nie ma między nimi wielkich różnic.

Istnieje pewna kulturowa różnica w sposobach adaptacji zaawansowanych technologii w przypadku indywidualnych konsumentów. Na przykład w krajach nordyckich istnieje cała koncepcja cyfrowego domu. Ludzi zajmują tam kwestie zintegrowania konsoli do gry, telewizorów czy sprzętu muzycznego. Cyfrowe nasycenie domów w krajach Europy Północnej jest o wiele wyższe niż gdzie indziej.

Z drugiej strony są jednak pewne różnice w kulturze pracy. We Francji istnieje tradycja hierarchicznej struktury komunikacji i istotne jest, kto komu wysyła e-maila, podczas gdy w innych krajach ta struktura będzie o wiele bardziej wyrównana. Nasze produkty są standardowe, a zadaniem lokalnych przedstawicieli jest dostosowanie ich do lokalnego rynku. To oni mają za zadanie reprezentować Microsoft, wybierać najlepszych partnerów oraz obierać najodpowiedniejsze strategie relacji z rządami. I edukować – zarówno mały, jak i duży biznes – aby miał świadomość technologicznych możliwości, które może wykorzystać.

Tomasz Gregorczyk

Co zatem sprowadza pana do Krakowa?

Neil Holloway

Oczywiste jest, że Polska odgrywa bardzo ważną rolę w Europie, stanowi jej siódmą co do wielkości populację. Kraj przechodzi bardzo ciekawą transformację, a wydaje się, że za 5, 10 lat polska gospodarka może mieć jeszcze większy wpływ na Europę i świat. Ciekawe jest również to, co dzieje się wśród naszych tutejszych partnerów oraz na polskich uczelniach. Musimy być pewni, że wsłuchujemy się w lokalne rynki. Cały dzisiejszy dzień poświęcimy na spotkania z partnerami, przedstawicielami uczelni i władz.

Dlaczego Kraków? W końcu Kraków zawsze był ważnym miejscem w polskiej kulturze, macie tutaj wspaniały uniwersytet, więc jest to dla mnie świetna okazja do nauki i zyskania opinii osób o różnych punktach widzenia. Gdybym w Wielkiej Brytanii ograniczał wizyty i spotkania służbowe tylko do samego Londynu, nie uzyskałbym właściwej perspektywy na to, co się dzieje w kraju.

Tomasz Gregorczyk

Czy zauważa pan coś charakterystycznego w naszej części Europy?

Neil Holloway

Nie sądzę, aby istniały jakieś istotne różnice kulturowe. Polacy, Węgrzy, Czesi, Słowacy i mieszkańcy krajów bałtyckich korzystają z nowych możliwości: zarówno funduszy z Unii Europejskiej, jak i zagranicznych inwestycji. Jeśli chodzi o naszą firmę i jej produkty, obserwujemy tu dynamiczny rozwój. W zasadzie Centralna i Wschodnia Europa jest naszym najszybciej rosnącym rynkiem na świecie.

Tomasz Gregorczyk

Dużym problemem w Polsce jest piractwo komputerowe. Jak zamierzacie sobie z tym poradzić?

Neil Holloway

Coraz więcej rządów i przedsiębiorstw, małych i dużych, zaczyna rozumieć, czym jest piractwo. Nie kradniemy samochodów – dlaczego mielibyśmy kraść oprogramowanie? Upowszechnienie się zrozumienia tej zasady jest dla nas absolutnie konieczne, z kilku powodów.

Po pierwsze, musimy mieć poprawne relacje z lokalnymi władzami – bo piractwo wcale nie jest problemem Microsoftu czy branży IT, ale kwestią o wiele szerszą. Po drugie, musimy współpracować z innymi graczami na rynku – i robimy to poprzez takie stowarzyszenia jak BSA [Business Software Alliance]. Po trzecie, musimy stosować metodę kija i marchewki.

Wielu klientów, zwłaszcza średnie i duże przedsiębiorstwa oraz sektor publiczny, zgadza się co do zasady o legalności oprogramowania. Zadanie, które często przed nimi staje, to zarządzanie tym oprogramowaniem. Chcemy im to ułatwiać i, opierając się na bogatym dialogu, wprowadziliśmy wiele narzędzi do tego celu.

To była marchewka, teraz kij. Pirackie oprogramowanie – niezależnie od źródła – zwiększa prawdopodobieństwo wirusów i podobnych zagrożeń. Jeśli jest legalne, to większe są szanse na to, że będzie bezpieczne. Chcemy być pewni, że konsumenci rozumieją korzyści wynikające ze stosowania oryginalnego oprogramowania. Początkowo zrobiliśmy to w Windows Genuine Advantage. Dzięki temu dodatkowi konsumenci posiadający legalne oprogramowanie mogą skorzystać z dodatkowych opcji i funkcjonalności. Często są to proste bonusy, ale jednak stwarzają pewną różnicę.

W Windows Vista używamy nieco innej strategii antypirackiej. Jeśli nie zarejestrujesz się po 30 dniach i nie masz legalnego oprogramowania, zaczniesz tracić funkcjonalności. To tak, jakbyś ukradł samochód – musisz liczyć się z tym, że po miesiącu hamulce przestaną działać, a tym nie masz prawa do naprawy gwarancyjnej. Nie ma między tymi sytuacjami żadnej różnicy, choć ludzie myślą, że jest. Oprogramowanie wyprodukowane przez komercyjną organizację jest jej własnością. Słyszałem, że prowadzi się w Polsce dobrą kampanię na temat zalet legalnego oprogramowania. Ostatnim elementem są zaś odpowiednie sankcje prawne.

Tomasz Gregorczyk

Dobrze, były trudne pytania, na koniec zostawiłem jedno lżejsze. Wiem, że jest pan fanem piłki nożnej…

Neil Holloway

Och, nie! To przecież najtrudniejszy temat ze wszystkich (śmiech)!

Tomasz Gregorczyk

Jakiej drużynie pan kibicuje?

Neil Holloway

Kibicuję Leeds i ostatnio jest to bardzo bolesne. Mam ponad 40 lat i niemal przez cały ten czas jestem fanem tego klubu, ale obecnie drużyna przechodzi bardzo ciężki okres.

Tomasz Gregorczyk

Z tego co wiem – grają w drugiej czy trzeciej lidze…

Neil Holloway

Zgadza się, to trzecia liga. Ogólnie rzecz biorąc, brytyjski futbol klubowy ma się ostatnio całkiem nieźle. Niestety, zupełnie nie dotyczy to mojej drużyny (śmiech).

Tomasz Gregorczyk

Pamiętam, że Leeds miało niezły zespół, gdy grali tam Mark Viduka, Alan Smith i inni.

Neil Holloway

Tak. To ciekawa sprawa. Jeśli rozejrzymy się po różnych klubach, nie tylko angielskich, znajdziemy wielu dobrych piłkarzy, którzy kiedyś grali dla Leeds: Rio Ferdinand, Smith czy właśnie Viduka. Widziałem pierwszy mecz Aarona Lennona, skrzydłowego, którego typuje się na następcę Beckhama. Miał wtedy 16 lat i też grał dla Leeds. To niesamowite, jak szybko futbol może się zmienić.

Tomasz Gregorczyk

Osobiście bardzo lubię angielskie drużyny, bo zawsze grają z wielką pasją…

Neil Holloway

…czasem więcej w tym pasji niż umiejętności (śmiech)…

Tomasz Gregorczyk

…i zupełnie nie rozumiem, dlaczego angielski zespół narodowy gra tak słabo. W ciągu dwudziestu lat ledwie dwa razy doszedł do półfinałów, i to bardzo dawno temu – za czasów Gascoigne’a i Linkera.

Neil Holloway

Mam swoje zdanie na ten temat. Częściowo dzieje się tak dlatego, że – jak pan zauważył – nasz futbol jest bardzo szybki, a kiedy gra się na dużych turniejach, trzeba umieć zagrać wolno i z wyrachowaniem. Czasami obieraliśmy nie najlepszą taktykę, a czasami – na co szczególnie zwróciłem uwagę – można było mieć wątpliwości, czy trener właściwie dobrał drużynę. To niesamowicie ważne, kiedy ma się w zespole bardzo silne charaktery. Na ostatnich mistrzostwach było oczywiste, że występujemy w niewłaściwym składzie i z niewłaściwą taktyką. Mamy bardzo utalentowanych środkowych pomocników, ale cały zespół nie potrafił współpracować.

Niezwykle interesujące jest odniesienie tego do biznesu – tam też trzeba być pewnym, że maksymalnie wykorzystało się potencjał zespołu, którym się dysponuje. Należy umieć wyciągnąć z jednostek najlepsze cechy dla dobra drużyny. Bardzo lubię porównywać futbol z biznesem. Ciekawa jest na przykład historia rozwoju różnych klubów – niektóre po prostu zatrudniały piłkarzy, a niektóre stworzyły fantastyczne akademie młodzieżowe. We wszystkich krajach zawsze pytam: co robicie, aby wychować swoich przyszłych liderów w biznesie? Jak podchodzicie do tego problemu na uczelniach?

Tomasz Gregorczyk

Grywa pan w piłkę?

Neil Holloway

Gram od zawsze, choć teraz oczywiście o wiele mniej.

Tomasz Gregorczyk

Na jakiej pozycji?

Neil Holloway

Cóż, kiedyś, jak wszyscy, byłem środkowym napastnikiem, potem zostałem środkowym pomocnikiem, później zrobiłem się jeszcze wolniejszy i teraz skończyłem na obronie. Kiedy wyląduję za bramką, to będzie znak, że powinienem przestać (śmiech).