Konkurencja nie śpi ze strachu

Ojciec Rydzyk, kuszenie striptizerką, Winston Churchill, czołg na ulicach Londynu, Andrzej Lepper, Jan Paweł II, Silvio Berlusconi... To i tak wielki skrót z listy postaci i motywów wykorzystanych w reklamach, akcjach i prowokacjach irlandzkich linii lotniczych Ryanair.

O strategii marketingowej firmy w rozmowie Tomasza Kułakowskiego z Tomaszem Gregorczykiem

Tomasz Kułakowski

Sales & marketing executive, Ryanair Central Europe

Konkurencja nie śpi ze strachu
Tomasz GregorczykTomasz Gregorczyk

Zazwyczaj marketingowcy pytani o kiepskie kampanie lub błędne strategie za wszelką cenę unikają krytycznych uwag pod adresem konkurencji z branży, a już szczególnie podawania konkretnych przykładów. Tymczasem krytyka poczynań konkurentów to podstawa działań Ryanaira. Te działania są wyzywające, prześmiewcze i prowokacyjne. Skąd wybór takiej strategii?

Tomasz KułakowskiTomasz Kułakowski

Ryanair jest obecny na rynku europejskim od dwudziestu dwóch lat. Od początku lat dziewięćdziesiątych, czyli od ponad szesnastu lat rozwija się w gwałtownym tempie, stosując właśnie takie strategie komunikacyjne, jak wytykanie błędów swoich rywali i nazywanie rzeczy po imieniu. Pokazujemy naszym potencjalnym klientom w bardzo bezpośredni, jasny i przejrzysty sposób, dlaczego z Ryanairem warto latać. Jeśli jakakolwiek inna linia lotnicza znajdzie i wytknie nam nasze słabe punkty, to bardzo chętnie do takiej dyskusji się włączymy. Może pozwoli to jeszcze bardziej obciąć nasze koszty i zaoferować jeszcze niższe ceny?

Jakimś cudem rzadko która linia lotnicza, której zarzucamy wysokie ceny i pobieranie jakichś dziwnych opłat paliwowych, odpowiada na nasze zarzuty. Wynika to po prostu z tego, że nie kłamiemy. Mówimy prawdę prosto w oczy. Gdyby tak nie było, pewnie nie raz skończyłoby się to w sądzie. Ale jak dotąd żadne stwierdzenie typu: „LOT jest linią drogą i zdziera za opłaty paliwowe” nie skończyło się jeszcze sprawą o zniesławienie. Natomiast statystyki rezerwacji i wzrost naszej firmy na przestrzeni ostatnich lat na poziomie 20-25% z każdym rokiem pokazują, że ta strategia się sprawdza. I dlatego ją kontynuujemy.

Wojna z LOT-em

lotsciagaj

W maju 2006 roku Ryanair zaczął publikować reklamy porównawcze dotyczące pobierania opłat paliwowych przez LOT i Wizzair. W odpowiedzi, nawiązując do kontrowersyjnych reklam irlandzkiej firmy, przedstawiciel LOT-u stwierdził, że niedługo osoba z kierownictwa Ryanaira „ściągnie spodnie przed kamerą”, żeby wzbudzić większe zainteresowanie mediów.

Reakcja była szybka: prezes Michael O’Leary zadeklarował, że przespaceruje się nago po Marszałkowskiej, jeśli tylko LOT zlikwiduje opłaty paliwowe. Kiedy tak się nie stało, Ryanair podbił stawkę, oferując „Krzysztofowi Kapisowi i reszcie jego chłopaków z LOT-u” występ striptizerki, która ma przedstawić im „pełen poLOTu program artystyczny”.

Jakby tego było mało, pierwszych dziesięciu pracowników LOT-u, którzy wysłaliby na adres lottorabus@ryanair.com e-maile z wyznaniem, że nie popierają polityki swojej firmy, miało otrzymać darmowe bilety dla dwóch osób na dowolnej trasie Ryanair z Polski.

lot-jpg

dwoch

Tomasz Gregorczyk

Wytykanie niedociągnięć konkurencji i porównywanie dotyczy kwestii merytorycznych. Ale musi pan przyznać, że niektóre wasze pomysły bazują na dość ostrym poczuciu humoru. Na przykład obietnica, że przyślecie pracownikom LOT-u striptizerkę, jeśli zniosą opłaty paliwowe. Albo oferowanie darmowych biletów Ryanaira dla tych, którzy przyznają, że nie popierają polityki swojej firmy…

Tomasz Kułakowski

Nie jestem w stanie tego udowodnić, ponieważ nie żądałem od nikogo, aby pisał ze swojej korporacyjnej skrzynki pocztowej, ale tych e-maili od pracowników LOT-u dostałem chyba z piętnaście. Coś w tym musi być, nawet jeśli 10% to byli faktycznie pracownicy LOT-u, choćby jedna czy dwie osoby. Napisali jasno: „Tak, nie popieramy polityki naszej firmy, chcemy darmowe bilety Ryanaira”.

Tomasz Gregorczyk

Spotkał się pan z jakimiś reakcjami konkurencji? Nikt z zarządu LOT-u nie wysłał panu maila typu: „Co wy wyprawiacie? Skończcie wreszcie ten cyrk!”?

Tomasz Kułakowski

Nie, nie dostałem żadnego maila z kierownictwa LOT-u. Aczkolwiek w tej promocji „Kto z pracowników LOT-u popiera Ryanaira i przyzna się do tego w mailu, ten dostanie darmowy bilet” odebrałem też dwa e-maile dosyć nieprzychylne. Żaden nie był podpisany „pracownik LOT-u”, ale podejrzewam, kto mógł je napisać. W każdym razie ktoś pisał, że te nasze pomysły są beznadziejne. Tylko że gdyby faktycznie były to pomysły beznadziejne, pewnie nie dostałbym takiego maila.

Tomasz Gregorczyk

Zazwyczaj kampanie Ryanaira opierają na kontrowersyjnym pomyśle – „Inwestycja bez RYdZYKA”, „Popieramy wolne sobotki”… Mogę sobie wyobrazić, że niektórych klientów może to razić. Dostajecie dużo e-maili od wzburzonych klientów z opiniami, że przesadzacie?

Tomasz Kułakowski

Byłoby kłamstwem, gdybym powiedział, że takie opinie do nas nie docierają. Nawet w promocji „Inwestycja bez RYdZYKA” zdarzały się maile krytyczne. Ale to jest zrozumiałe. Jeśli coś budzi emocje, to u jednych są to emocje pozytywne, a u innych mają prawo pojawić się emocje negatywne.

Ale chcę wyraźnie podkreślić, że z blisko tysiąca e-maili, które przyszły w odpowiedzi na tę promocję, dwadzieścia było bardzo krytycznych, stwierdzających jasno: „Nigdy więcej nie polecę Ryanairem! To przesada, aby w ten sposób się reklamować”. Dwadzieścia z tysiąca to zaledwie ułamek, nawet jeśli tych klientów straciliśmy. Chociaż też nie do końca w to wierzę.

Polacy, jak w ogóle wszyscy, chcą podróżować najtaniej. Jeśli się okaże, że Ryanair oferuje najtańszy bilet na jakiejś trasie w danym dniu, a tak zazwyczaj jest, bo staramy się tego pilnować, to i tak wybierze naszą firmę. Ale odzew był faktyczne bardzo duży, co tylko utwierdza nas w przekonaniu, że takie akcje warto robić. Nie będzie chyba niczym odkrywczym, jeśli powiem, że używanie humorystycznych, lekko kontrowersyjnych motywów w reklamie zawsze sprawdza się najlepiej.

Tomasz Gregorczyk

Odrzuciliście kiedyś jakiś pomysł ze względu na to, że był zbyt kontrowersyjny? Na przykład coś, co uderza w jakieś polskie tabu. Nie wyobrażam sobie reklam wykorzystujących, powiedzmy, wizerunek papieża…

Tomasz Kułakowski

Rzeczywiście, w Wielkiej Brytanii i Irlandii swego czasu użyliśmy motywu papieża w naszej reklamie. Była to reklama, na której Jan Paweł II trzymał rękę na głowie zakonnicy, a w dymku była jego wypowiedź: „A teraz ujawnię ci czwartą tajemnicę fatimską – Ryanair ma najniższe ceny”. Nie próbowaliśmy na razie wprowadzać podobnego motywu na polskim rynku. Zobaczymy, w przyszłości nie jest to wykluczone. Nawet w Wielkiej Brytanii i Irlandii wzbudziło to bardzo duże kontrowersje. Ale dla nas jest to dodatkowa reklama. Po to wysyłamy takie, a nie inne komunikaty, po to robimy takie, a nie inne reklamy, żeby efekt tego był jak największy.

Niepoprawnie niepoprawny

Zasady są proste: ostro lecz rzeczowo atakować konkurencję, tworzyć kontrowersyjne, zabawne, ale i tanie akcje i reklamy, które dotrą do odbiorcy bardziej przez dyskusje i medialny szum wokół nich, niż przez bezpośredni kontakt.

Ryanair konsekwentnie stosuje tę strategię w całej Europie, wykorzystując zazwyczaj wizerunki historycznych postaci, polityków (najlepiej bardzo nie lubianych), operując grą słów i dość niewybrednym czasem dowcipem. Niejednokrotnie przekracza granicę dobrego smaku, ale czyni to jak najbardziej świadomie, w myśl zasady „im więcej rozgłosu, tym lepiej”. Lepper, Ojciec Rydzyk, bracia Kaczyńscy, Silvio Berlusconi, Margaret Thatcher, Mikołaj Rej, Winston Churchill, Jan Paweł II bawią, szokują lub oburzają.

Jednocześnie w przekazie reklamowym ciągle zwraca się największą uwagę na wizerunek Ryanaira jako najtańszej linii lotniczej. Przedstawiciele firmy zaś nigdy nie mówią o swojej konkurencji inaczej niż „ten drogi przewoźnik”. Pomysły przewoźnika nie wszystkim przypadają do gustu, a niektóre z nich doczekały się swoich złośliwych parodii.

Prezes O’Leary był pewnie jednak niepocieszony, gdy dowiedział się, że znana reklama z Winstonem Churchillem zajęła w Wielkiej Brytanii dopiero piąte miejsce w plebiscycie na najbardziej kontrowersyjną reklamę roku.

stanczyk

rydzyk

rej

wicepremier

Tomasz Gregorczyk

Czy wahaliście się jednak przed jakąś kampanią?

Tomasz Kułakowski

Szczerze mówiąc – nie! Przynajmniej na razie. Jak mówiłem, nie poddawaliśmy nawet pod rozwagę wykorzystania motywu papieskiego w reklamie, chociaż można to było zrobić rok temu, kiedy zmarł Jan Paweł II, a kolejny papież był wybierany.

Można było w jakiś sposób zagrać tym w reklamie w Polsce. Ale nawet się nad tym nie zastanawialiśmy. Nigdy się jednak nie zdarzyło, że już nad czymś pracowaliśmy, a nagle ktoś powiedział: „Nie, nie robimy tego, bo zbyt dużo ryzykujemy”. A jeśli chodzi o pomysły, które do tej pory były wymyślone i zrealizowane, to raczej nie zastanawialiśmy się za dużo nad tym, czy nie jest to zbyt kontrowersyjne.

Tomasz Gregorczyk

Który z tych pomysłów tak prywatnie panu podobał się najbardziej?

Tomasz Kułakowski

Trudno jest to ocenić, bo nieskromnie powiem, że duża część tych pomysłów jest moja. Ale zdecydowanie największy efekt medialny miała kampania z ojcem Tadeuszem Rydzykiem. Odzew był wprost gigantyczny. Maile nadchodzące pod specjalnie w tym celu stworzony adres ojciecrydzyk@ryanair.com wpływały dosłownie co dwie, trzy sekundy. W pewnym momencie system pocztowy zwariował z tego powodu.

Inna rzecz, że zostało to mocno nagłośnione przez polskie media: był artykuł na trzeciej stronie dziennika „Metro”, pisała o tym „Gazeta Wyborcza”. Wiadomo, że to również wzbudza zainteresowanie. Czytelnikom i pasażerom chyba to się najbardziej spodobało, bo odzew był największy.

Tomasz Gregorczyk

Czy zdarzyła się w historii Ryanaira akcja, której potem żałowano?

Tomasz Kułakowski

Nie. Ostatnio zrobiliśmy kampanię w Szwecji, w której użyliśmy wizerunku byłej minister spraw zagranicznych oraz premiera Szwecji, bardzo niepopularnych polityków. Zamieściliśmy ich zdjęcia razem, a pod spodem podpis: „Czy to już czas, by uciekać ze Szwecji?”.

Obie osoby zagroziły nam sądem, w zasadzie złożyły już pozew w sądzie szwedzkim. Jednak zażądały jakichś śmiesznych kwot odszkodowania, rzędu kilku tysięcy euro. My bronimy się tym, że każdy ma prawo do swojego poczucia humoru i wykorzystywania wizerunków osób publicznych w reklamie. Ich zdjęcia przecież wielokrotnie znajdowały się na pierwszych stronach gazet, czy wtedy także protestowali? Jest wiele argumentów na obronę przed takimi atakami.

Tomasz Gregorczyk

Jak wygląda relacja między centrum firmy a lokalnymi oddziałami? Czy mają one wolną rękę w realizacji swoich pomysłów, a centrala określa tylko ogólny charakter działań? Czy też są to ściślejsze wytyczne?

Tomasz Kułakowski

Tak naprawdę nie mamy nigdzie żadnego oddziału firmy. Jest tylko i wyłącznie centrala, której biura są podzielone między Dublin a Londyn. Natomiast na żadnym rynku lokalnym, na którym działamy, czy to jest Polska, Włochy, Francja, Czechy, czy Słowacja, nie mamy lokalnych biur.

Współpracujemy z lokalnymi agencjami PR, które czasem dostarczają nam pomysłów, ale generalnie wykonują te, które powstają w dwóch biurach w Dublinie i w Londynie. Tak jak ja odpowiadam za Europę Środkową, pracują tu osoby odpowiadające bezpośrednio za konkretne rynki, znające ich specyfikę.

Tomasz Gregorczyk

Na forach internetowych natknąłem się na kilka podobnych opinii dotyczących strategii Ryanaira: jest dobra na krótką metę, bo przynosi rozgłos. Ale w dłuższej perspektywie będzie szkodzić wizerunkowi firmy. Co pan na to?

Tomasz Kułakowski

A jak pan ocenia nasz wizerunek?

Tomasz Gregorczyk

Mocny, agresywny, ale przebojowy. Z kolei merytoryczne komunikaty, że jesteście najtańsi, sprawiają, że po pewnym czasie rzeczywiście zaczyna się wierzyć, że tak jest.

Tomasz Kułakowski

I właśnie o to chodzi, zwłaszcza że wiara, o której pan mówi, ma solidne uzasadnienie. Rzeczywiście jesteśmy najtańsi – czego pilnuje codziennie rzesza analityków finansowych w Dublinie. Naszą działalność w Polsce na dobre zaczęliśmy pół roku temu. Pierwszą trasę otworzyliśmy w marcu 2005 roku, a kolejnych kilkanaście dopiero na przełomie października i listopada tegoż roku, czyli sześć, siedem miesięcy temu. Dzisiaj jesteśmy trzecim co do wielkości przewoźnikiem w Polsce. W tym roku prawdopodobnie zostaniemy drugim, a za dwa lata na pewno będziemy największym.

Ale mimo że jesteśmy w Polsce dopiero od pół roku, już dzisiaj wszyscy wiedzą, że Ryanair to tania linia, na której można polegać, bo nie odwołuje lotów, mająca wyrazistą politykę komunikacyjną. Na dodatek – a wydaje mi się, że takie opinie też są – w miarę inteligentnie się reklamująca. Dzisiaj dopiero budujemy świadomość naszej marki w Polsce. Póki co chyba nieźle nam to wychodzi, bo po pierwsze potwierdzają to wyniki naszej sprzedaży, a po drugie, tak jak pan powiedział, tworzy się wizerunek taniej linii, która ma w miarę przemyślaną politykę informacyjną. Cieszymy się, że nam się to udaje.

Tomasz Gregorczyk

Polska to bardzo świeży rynek, dziś toczy się walka o nowego klienta. Ale już za kilka lat ten klient prawdopodobnie będzie się zmieniał. Przewiduje pan jakąś zmianę komunikacji marketingowej?

Tomasz Kułakowski

Mogę odpowiedzieć na to pytanie na podstawie doświadczeń z innych krajów. W Polsce faktycznie jesteśmy od niedawna, ale w Niemczech działamy od końca lat 90. W Wielkiej Brytanii i Irlandii, na naszych macierzystych rynkach, od których wszystko się zaczęło, działamy już dwadzieścia lat. Natomiast tego typu politykę stosujemy tam przynajmniej od kilkunastu lat.

Nikt się od nas jednak nie odwrócił, wręcz przeciwnie, kiedy ludzie chcą gdzieś polecieć, to Ryanair jest dla nich zdecydowanie linią pierwszego wyboru. Najpierw wchodzą na naszą stronę internetową i sprawdzają, jaka jest cena za najtańszy bilet, później ewentualnie porównują to z naszą konkurencją i zazwyczaj bardzo szybko do nas wracają. Dzięki temu dzisiaj tylko z jednego lotniska Stansted pod Londynem przewozimy ponad 10 milionów pasażerów rocznie. Te liczby o czymś świadczą.

Tomasz Gregorczyk

W moich rozmowach z marketingowcami jak mantra pojawia się kwestia działań lojalnościowych…

Tomasz Kułakowski

Nasi klienci są bardzo lojalni.

Tomasz Gregorczyk

…z tym, że Ryanair zdobywa klientów, licząc właśnie na nielojalnych pasażerów innych linii, których przekonuje, że u niego jest najtaniej.

Tomasz Kułakowski

Bo tak jest! A na dodatek jeszcze jakość świadczonych przez nas usług jest bardzo wysoka i jesteśmy punktualni, czego również nie można powiedzieć o naszej konkurencji.

Tomasz Gregorczyk

Ale czy prowadzicie jakieś działania marketingowe związane z lojalnością?

Tomasz Kułakowski

Nie. Najniższe ceny i dobra jakość obsługi – oto nasz program lojalnościowy! 

Prezes O’Leary – wariat czy wizjoner?

oleary-jajo

Bez niego Ryanair nie byłby największą tanią linią lotniczą w Europie. Prezes Michael O’Leary to dla jednych charyzmatyczny lider, dla drugich mało zabawny szaleniec. Potrafi wynająć czołg i podjechać nim londyńskimi ulicami pod siedzibę konkurencji „wyzwalając ludzi z wysokich cen”. Przebiera się za kardynała w drodze na konklawe, amorka lub wielkanocne jajo.

Władzom Belgii domagającym się zwrotu subsydiów wysyła pismo o treści „Odwalcie się”, a po jednej z konferencji prasowych w Polsce zaczyna pląsać skoczne tańce ludowe. Jednocześnie jest biznesmenem z krwi i kości dokładnie świadomym powodów sukcesów Ryanaira.

A poza kontrowersyjnym marketingiem są to bezlitośnie obniżane koszty: żadnych lokalnych oddziałów i biur, rezerwacje dokonywane przez klienta niemal wyłącznie on-line, zredukowany dzięki temu do minimum dział obsługi klienta i minimalny czas postoju samolotów Ryanaira na lotniskach.

oleary-cardinal

oleary-wizard

Tomasz Gregorczyk

Jaka jest rola osobowości prezesa Michaela O’Leary’ego, który jest dość nietuzinkową postacią? Gdyby był kimś wydającym tylko polecenia zza biurka, wiele z szalonych pomysłów Ryanaira byłoby mniej przekonujących.

Tomasz Kułakowski

Sukces tej firmy jest nierozłącznie związany z osobą Michaela O’Leary. Faktycznie jest to osoba, która wpadła na pomysł, że im głośniej o nas będzie, im bardziej kontrowersyjnie, tym taniej będziemy się reklamować.

Niedawno na wykładzie dla studentów SGH w Warszawie otwarcie przyznał, że Ryanairowi kontrowersyjna reklama po prostu się opłaca. Nawet taka, przez którą ryzykujemy, że znajdziemy się w sądzie i zapłacimy kilkaset tysięcy euro kary. Bo dzięki nagłośnieniu sprawy przez media otrzymamy reklamę o wartości kilku milionów euro.

Tomasz Kułakowski

Rachunek jest tutaj prosty – warto zaryzykować. Jest to polityka jak najbardziej przez Michaela popierana i właściwie wymyślona przez niego. Nikt inny w tym biznesie w ten sposób się nie reklamuje.

Przesadą jednak byłoby stwierdzenie, że jesteśmy jedną z niewielu firm, które to robią. W USA ma to bowiem miejsce dosyć często w przypadku firm, nie mówiąc już o politykach, którzy robią sobie kawały, kupując powierzchnię reklamową i wyśmiewając swoich kontrkandydatów przed wyborami, tak jak my robimy to z naszą konkurencją. Ale w biznesie lotniczym, w szczególności w Europie, to dosyć oryginalny sposób działania, przyznaję.

Tomasz Gregorczyk

Oryginalny sposób działania, oryginalny prezes… Czy zespół Ryanaira to też oryginalni ludzie, z jakąś nutką szaleństwa?

Tomasz Kułakowski

Tak, zdecydowanie tak! Posłużę się przykładem. Moja koleżanka, która odpowiada za naszą działalność we Włoszech, swego czasu przebrała się za kurczaka i razem z dyrektor całego działu marketingu wybrały się na włoskie lotnisko Fiumicino, na które nie latamy. Rozdawały tam ulotki pokazujące, że Włosi popełniają błąd, że korzystają z niewłaściwego lotniska.

Ten kurczak miał symbolizować głupotę Włochów (w pobliżu stał trailer z billboardem, który to wyjaśniał), że nie korzystają z tańszego lotniska Ciampino i z tanich linii lotniczych. Obie koleżanki zostały aresztowane przez włoską policję, spędziły kilka godzin w areszcie. Ale po powrocie były bohaterkami, dostały od nas wszystkich prezent w postaci… kajdanek. I oczywiście gratulacje od Michaela, bo było o tym bardzo głośno.

Tomasz Gregorczyk

A jaka jest pana opinia na temat naszego, polskiego marketingu? Czy jest nudny i zachowawczy, czy może jednak coś ciekawego w nim jest?

Tomasz Kułakowski

Nie chcę oceniać działań innych firm, bo nie uważam, że mam do tego prawo. Jeśli chodzi o branżę lotniczą, to właściwie nie ma nawet czego oceniać. Faktycznie jeśli chodzi o ten rynek, to wieje z niego nudą. Innemu dziennikarzowi powiedziałem kiedyś, że gdybyśmy chcieli ukrywać jakieś dodatkowe opłaty, jak opłaty paliwowe, czy wysokie koszty, to oczywiście reklamowalibyśmy się jakimiś latającymi ptaszkami, tak jak czyni to drogi LOT i nie odpowiadalibyśmy na zaczepki, nie chcąc wzbudzać dodatkowego zainteresowania tym, czym nie należy się chwalić.

Pamiętam, że kiedyś easyJet zrobił w Polsce kontrowersyjną reklamę, w której zaatakował firmę Wizzair, pytając, ile lotów odwołała. Ale był to jednostkowy przypadek ponad rok temu, więc właściwie nie ma czego komentować.

Odniosę się jeszcze do komentarzy, jakie słyszę od ludzi z branży marketingowej. Kiedy widzą nasze reklamy, mówią, że przesadzamy, że za bardzo zbliżamy się do krawędzi. A ja mogę im powiedzieć tylko tyle: ja jestem odpowiedzialny za to, żeby nasza sprzedaż w Polsce była na stosownym poziomie. A jak na razie ona ten poziom znacznie przewyższa. Jeśli coś jest skuteczne, to warto to robić.

Tomasz Gregorczyk

Uprawiacie mocny, ofensywny, czasem agresywny marketing. Chciałby pan, żeby stał się normą?

Tomasz Kułakowski

Cóż, gdyby stał się normą, trzeba by było wymyślić coś nowego, aby znowu wybić się ponad tę przeciętność. Więc nie chciałbym, żeby nagle wszystkie firmy zaczęły działać w ten sposób. Ale myślę, że może to być kierunek rozwoju. Często w Polsce czy na Słowacji ludzie mówią: „Nie przesadzajcie, nie atakujcie tak swojej konkurencji, bo będziecie źle postrzegani”. Mam z tym problem szczególnie na Słowacji, gdzie walczymy dosyć mocno ze SkyEurope.

Agencja PR, z którą tam współpracuję, często odradza mi różne agresywne chwyty. Ale jeśli spojrzy się na kraje Europy Zachodniej, na Wielką Brytanię, tam już powoli takie działania stają się normą, już nie budzą tak wielkich kontrowersji. Można się więc spodziewać, że i kraje Europy Środkowej pójdą w tym kierunku.

oleary-tankbusters
Prezes bierze udział w proteście (przed czołgiem, w mundurze polowym i z megafonem)

oleary-cupid
Prezes przebrany za kupidyna w promocji walentynkowej