Materiał Partnera
RedakcjaBuyCoffee.to dynamicznie rośnie i przekroczyło już próg miliona złotych miesięcznie wsparcia przekazanego twórcom. Jakie znaczenie ma ten wynik dla platformy i jej użytkowników?
Piotr KędziaTo dla nas kamień milowy, który pokazuje, że zmienia się sposób, w jaki konsumenci wynagradzają autorów wartościowych treści. Polacy są coraz bardziej skłonni do wsparcia twórców w modelu bez zobowiązań – czyli kiedy uznają, że dany materiał faktycznie dostarczył im wartość. To oznacza, że mikrotransakcje i napiwki stają się standardem w internecie, co daje ogromne możliwości zarówno dla twórców, jak i firm chcących angażować swoich klientów.
Co ten kamień milowy mówi o momencie, w jakim jest firma?
Pokazuje, że twórcy są coraz skuteczniejsi w swoich działaniach. Szczególnie gdy wrócimy do powstania serwisu w 2021 roku. Wtedy pewien programista podczas pisania kodu natrafił na problem, którego nie potrafił rozwiązać. Po wielu nieudanych próbach niespodziewanie gotowe rozwiązanie podpowiedział mu użytkownik z internetu. Programista chciał mu podziękować za podzielenie się wartościową wiedzą, i zrobić to bardziej wymiernie niż słowem „dziękuję”. Brakowało mu odpowiedniego narzędzia – i tak powstał pomysł na BuyCoffee.
Nie jest to historia sprzed dziesięciu czy piętnastu lat, nie było to tak dawno. Na rynku było już wtedy sporo różnych systemów płatności, subskrypcji itp. Co miało być wyróżnikiem BuyCoffee?
Szybkość, prostota oraz brak stałego zobowiązania. Można przekazać drobną darowiznę bez wchodzenia w skomplikowane modele subskrypcyjne, bez formalności i nakładów czasowych po obu stronach. Serwis jest tak skonstruowany, że średnio wprawnemu użytkownikowi postawienie kawy zajmuje poniżej trzydziestu sekund, czyli naprawdę krótko.
OK, sam mechanizm jest bardzo prosty, ale w jaki sposób twórcy mogą faktycznie na tym zarabiać? Jakie są realne przypadki wykorzystania?
Możliwości są ogromne – to nie tylko artyści czy influencerzy. Mamy na platformie pisarzy, dziennikarzy, podcasterów, programistów, sportowców, trenerów personalnych, nauczycieli, a nawet rzemieślników i specjalistów od rękodzieła. Niektórzy traktują BuyCoffee.to jako źródło dodatkowego dochodu, inni – jako podstawę swojego biznesu.
Przykłady? Twórcy kursów online oferują dodatkowe materiały dla wspierających. Sportowcy finansują wyjazdy na zawody, fani stand-upu wspierają niezależnych komików, a właściciele małych firm, np. fryzjerzy, barberzy czy tatuażyści, zbierają napiwki za dobrą usługę. To pokazuje, że BuyCoffee.to nie ogranicza się tylko do klasycznej ekonomii twórców – to narzędzie, które może zwiększać rentowność wielu branż.
Korzystamy z BuyCoffee, mimo że kiedyś myśleliśmy bardziej o twardym paywallu. Ale to odcięłoby ludzi, którzy interesują się marketingiem, czytają jednak na tyle rzadko, że nie chcą płacić za subskrypcję. Albo są studentami, którzy za Netflixa zapłacą, a za inne treści już nie. W waszym modelu dalej możemy docierać szeroko, a jednocześnie mieć kolejne źródło przychodu.
I to jest dobre podejście. Internet robi się coraz bardziej ogrodzony, coraz więcej serwisów udostępnia za darmo ułamek swoich treści, a te najbardziej wartościowe ukrywa za paywallami. To sprawia, że gdyby odbiorcy chcieli korzystać szeroko z różnych źródeł wiedzy w internecie, to prawdopodobnie cała średnia pensja by im na to nie wystarczyła. Jeśli się wszyscy poodgradzamy, to musimy się zastanowić, gdzie skończymy.
Paywalle wymagają płacenia stałej kwoty, podczas gdy potrzeba odbiorcy nie musi być stała. Taki system jak wasz, z autorskimi treściami dostępnymi za darmo i z możliwością docenienia w postaci kawy, jest dobry dla użytkownika. Do tego pokazuje, że nie musicie się chować za paywallem, żeby skłonić odbiorców do płacenia.
Po prostu odwracacie tę logikę: odbiorcy płacą wtedy, kiedy chcą, a wy dzięki ich pieniądzom możecie zaoferować więcej jakościowych treści. Bo nie oszukujmy się, wytworzenie treści to jest mnóstwo pracy. Odpowiednie wynagrodzenie daje paliwo do dalszego działania.
Naszą misją jest też dostarczanie wartościowych merytorycznie treści związanych z marketingiem, żeby w internecie nie było tylko treści clickbaitowych w rodzaju „Cała Polska zobaczyła wideo z Kozidrak. Psychiatra komentuje”. Z drugiej strony to zrozumiałe, że wiele redakcji tak robi, skoro liczba odsłon jest walutą dla reklamodawców w dużych mediach internetowych.
Uważam, że w wielu obszarach świat internetowy jest mocno zepsuty. Rządzą nim algorytmy, do których twórcy muszą się dostosować, bo inaczej nie wygenerują wartości ze swoich treści. W efekcie jedni tworzą dziwacznie długie artykuły pod algorytmy, inni spowalniają filmy, żeby sztucznie je wydłużyć i mieć większą przestrzeń na reklamy. A ostatecznie nie jest to realna wartość dla odbiorcy. Nasze narzędzie, które pozwala bezpośrednio wynagrodzić twórców za to, co publikują, daje im nieco niezależności od algorytmów, żeby mogli tworzyć dla ludzi. Ale nie mam złudzeń, że to uzdrowi cały internet – algorytmy jednak nami rządzą.
Dla wydawców rynek twardych paywalli i subskrypcji nie jest prosty. Kilka lat temu wszyscy zachłysnęli się tą formą płatności. Później wielu mainstreamowym mediom liczba subskrypcji spadła. Okazało się, że ten rynek jest sezonowy: kiedy dzieje się coś ciekawego, subskrybentów przybywa, a później znowu ubywa.
Do tego liczba różnych subskrypcji może konsumenta przytłoczyć. Dlatego poszliśmy w prostotę i bezpośrednią relację. U nas jest krótka ścieżka, relacja dwóch podmiotów: redakcja tworzy wartość, a odbiorca tę wartość konsumuje i jeśli chce – nagradza. Szybko, bez stałego zobowiązania, za to z ciągłym przepływem informacji. Redakcja widzi, jakie treści są doceniane przez społeczność, więc tworzy coraz więcej coraz lepszych treści.
Na rynku pojawiają się różne modele wsparcia twórców. Jak BuyCoffee.to wypada na tle konkurencji?
Jesteśmy największą platformą w Polsce w kategorii jednorazowych płatności dla twórców. Od początku istnienia serwisu zarejestrowało się w nim ponad 50 tys. użytkowników, a każdego miesiąca dołączają do nas setki nowych twórców. Żaden inny serwis w Polsce nie osiągnął takiej skali w tym modelu.
Różnimy się od funkcjonujących platform subskrypcyjnych, ponieważ dajemy twórcom i ich odbiorcom pełną elastyczność – bez konieczności stałego zobowiązania. To podejście sprawia, że nasze rozwiązanie jest bardziej dostępne zarówno dla twórców, jak i ich fanów.
Co doradziłbyś twórcom i serwisom internetowym, żeby lepiej zachęcali do wsparcia swoje społeczności?
Warto przełamać się i mówić, mówić o wsparciu. Nie bać się powiedzieć swojej społeczności, że może nas wynagrodzić i postawić nam symboliczną kawę. Po prostu trzeba się tego nauczyć. Bo jeżeli ten komunikat będzie tylko gdzieś zaszyty na stronie, umieszczony jako link w jednym miejscu, to nie każdy go znajdzie. Komunikacja musi być regularna i powtarzana.
Zawsze znajdą się użytkownicy, którzy skrytykują, znajdą się hejterzy. Nie ma się co nimi przejmować, tylko po prostu robić swoje i iść dalej, powtarzać komunikat. Kombinować, szukać, bawić się tym.
Jaka jest strategia marketingowa BuyCoffee?
Zakłada, że platforma stanie się centralnym punktem dla twórców, którzy otrzymają narzędzia do rozwoju. Przede wszystkim do monetyzowania swojej działalności, produktów i usług. Chcemy wyjść poza nasz obecny core, czyli wsparcia jednorazowe. Uruchomimy płatności subskrypcyjne i zbiórki celowe. Planujemy rozbudowę modułów analitycznych, żeby dostarczyć twórcom dane o tym, kto ich wspiera i które treści najlepiej konwertują.
Postrzegamy też BuyCoffee jako największą bazą mikroinfluencerów w Polsce. Każdy z naszych użytkowników ma własne, zaangażowane audytorium. To sprawia, że możemy organizować kampanie marketingowe o ogromnym potencjale viralowym, angażując twórców w różne branżowe inicjatywy. Dzięki temu firmy mogą docierać do niszowych społeczności, które są dużo bardziej zaangażowane niż masowi odbiorcy reklam. To nowe podejście do marketingu influencerów – bardziej autentyczne, bardziej organiczne i lepiej konwertujące.
Wspominaliśmy w rozmowie, że rynek subskrypcji jest trudny, a teraz mówisz, że chcecie rozszerzyć biznes i wejść właśnie subskrypcje. Czy to nie paradoks?
Tak jak już mówiłem, naszym wyróżnikiem jest dawanie twórcom i ich odbiorcom pełnej elastyczności. W tym samym duchu zamierzamy wdrażać kolejne funkcjonalności – spójnie z naszą marką, czyli w sposób łatwy, prosty, w ramach ekonomii wdzięczności. Nie będziemy nikomu mówić, jak ma żyć, ani nakładać obowiązków. Twórca tworzy wartościowy content i, jeżeli społeczność jest mu wierna, to będzie mógł się podpiąć i dostawać regularnie pieniądze. Ułatwi sobie życie. Nie widzę tutaj paradoksu.
Porozmawiajmy o przychodach. Działacie na zasadzie prowizji – jak wygląda to w praktyce?
Mamy przejrzysty model – pobieramy prowizję od transakcji. To oznacza, że zarabiamy tylko wtedy, gdy twórcy zarabiają, co jest uczciwym podejściem. Nie ukrywamy tego w dodatkowych opłatach ani nie gromadzimy i nie sprzedajemy danych użytkowników.
Każdy, kto mówi, że oferuje takie usługi bez prowizji, musi zarabiać w inny sposób. To może oznaczać model reklamowy, sprzedaż danych albo ukryte koszty. My stawiamy na transparentność – twórcy wiedzą, ile zarabiają i jakie koszty się z tym wiążą.
Czy w ramach strategii zależy wam, żeby bardziej rozwijać się wolumenowo, tzn. żeby przyciągać jak najwięcej twórców, czy bardziej przychodowo – żeby pojedynczy twórca dostawał coraz więcej kaw?
Oba kierunki są równie ważne. Obecnie miesięcznie średnio ponad tysiąc osób zakłada konta w naszym serwisie, chcemy cały czas pozyskiwać kolejne. Ale chcemy także rozwijać tych, którzy już u nas są, dawać im dodatkowe narzędzia i dane. Planujemy również partnerstwa. Nie mogę zdradzić szczegółów, ale za jakiś czas zaczynamy z jednym z dużych partnerów projekt, który będzie też nowym kierunkiem rozwoju.
Może chociaż kategoria produktowa tego partnera?
Niestety obowiązują nas umowy o poufności. Kategoria powiedziałaby wszystko, ale w tym też tkwi ogromny potencjał BuyCoffee.to. Jesteśmy nie tylko platformą dla twórców, ale także narzędziem dla firm. Możliwości współpracy są szerokie: firmy SaaS mogą oferować darmowe okresy próbne w zamian za wsparcie dla wybranych twórców, e-commerce może wykorzystać BuyCoffee do sprzedaży limitowanych produktów w modelu „zapłać, ile chcesz”, media i wydawnictwa mogą wprowadzić alternatywę dla paywalla (tak jak wy to zrobiliście, gdzie odbiorcy nagradzają materiały, które uznają za wartościowe), eksperci mogą oferować konsultacje, a klienci płacić za nie w modelu napiwkowym.
To wszystko pokazuje, że BuyCoffee to coś więcej niż platforma dla influencerów – to narzędzie, które może zmienić sposób finansowania treści i usług.
Jakimi kanałami pozyskujecie twórców, może np. z eventów?
Z tego kierunku nie ma zbyt spektakularnej odpowiedzi, działamy mocno organicznie. Faktycznie powoli wchodzimy w eventy – w zeszłym roku uczestniczyliśmy we Wrocławiu w evencie skierowanym do influencerów. Ale co do zasady działamy organicznie: kanały social media, live’y z użytkownikami, webinary – wszystko, co ma zwiększać świadomość marki.
Jakie plany na przyszłość?
Dokładamy nowe narzędzia i sprawdzamy, które pozwalają twórcom najskuteczniej dotrzeć do społeczności. Dla jednych to będzie przycisk, dla innych kody QR, które wprowadziliśmy niedawno. Umieszczone w realu, kierują bezpośrednio na stronę twórcy. Pozwalają nam pokazać się na targach czy konferencjach.
W tym momencie jesteśmy liderem jednorazowych płatności, ale nie ograniczamy się i wchodzimy w nowe obszary. Tak żeby stworzyć kompletny ekosystem dla autentycznej twórczości w obecnej erze zalewu treści AI.
To przy okazji: AI to dla was szansa czy zagrożenie?
AI jest ogromną szansą, przyspiesza produkcję materiałów. Ważne tylko, żebyśmy nie poszli w tym za daleko. W ramach ciekawostki powiem, że napotkałem ostatnio narzędzie, które w ciągu godziny, za kilkanaście złotych, po zdefiniowaniu w jednym zdaniu tematu i w drugim zdaniu grupy odbiorców generuje 30-stronicowego e-booka. I tego typu treści będą niestety zalewały internet.

