Przerwa na kawę z... Mariuszem Mistewiczem
Rozpoczynamy nowy cykl, w którym przedstawiamy czytelnikom postacie kształtujące polską branżę marketingową. Jako pierwszy na nasze pytania odpowiada Mariusz Mistewicz, CEO agencji Mistify.
Przez kilka lat Mariusz Mistewicz był dyrektorem departamentu promocji w Narodowym Banku Polskim. Obecnie prowadzi własną agencję influencer marketingu i social mediów Mistify, którą rozwija wspólnie z synem Jakubem. Był szefem marketingu Domino’s Pizza, a wcześniej pracował w marketingu Play, British American Tobacco oraz Pernod Ricard Wyborowa.
Oto 6 rzeczy, których nie dowiedzielibyśmy się o nim z klasycznej notki bio.
1. Ulubiony projekt marketingowy, przy którym pracowałem, to…
Wejście UFC (Ultimate Fighting Championship) na polski rynek. Koordynowałem je z Londynu w 2015 roku. To był mój pierwszy tak duży projekt z udziałem influencerów – wtedy głównie youtuberów – wspierających promocję wydarzenia. Ogromne wyzwanie i niesamowita lekcja pracy z globalną marką, która wtedy była najszybciej rosnącą organizacją sportową na świecie.
Bardzo cenię też pracę przy launchu marki Play czy przy organizacji koncertów i imprez w Wyborowa SA. Jednak moim absolutnie ulubionym projektem jest tworzenie i rozwój własnej agencji Mistify. To tutaj zajmujemy się managementem twórców, rozwijaniem ich własnych linii produktowych, tworzeniem nowych formatów medialnych oraz budowaniem marek osobistych. To także nasze autorskie „projekty agencyjne”, które pozwalają mi realizować marketing w pełnym wymiarze: od strategii, przez kreację, aż po unikalne doświadczenia w realnym świecie.
2. Najbardziej przehype’owany trend w marketingu mijającego roku (2025)
AI w mediach społecznościowych. Nie mam na myśli narzędzi, które realnie wspierają marketerów, ale narrację o „rewolucji”, która wszystko zmieni. W praktyce wciąż wygrywają autentyczność i kreatywność ludzi. Sztuczna inteligencja powinna być dodatkiem, a nie substytutem.
3. Ulubiona kampania reklamowa (poza własnymi projektami)
W świecie motoryzacji fascynuje mnie Porsche – w swoich kampaniach potrafi łączyć marzenia z emocjami. To marka, która inspiruje zarówno fanów klasycznych modeli, jak i młodsze pokolenia, pokazując, że jest obiektem pożądania ponad pokoleniami.
Szczególnie cenię też Burberry, brytyjską markę – za reinterpretację klasycznej estetyki w łączeniu klasycznych projektów Burberry z zaskakującymi motywami ze streetwearu. Ta marka pokazuje, jak działa balans między tradycją a nowoczesnością i potrafi angażować odbiorców także kulturowo.
Fascynuje mnie również fenomen Davida i Victorii Beckhamów – jednej z najsilniejszych „power couples” na świecie. To przykład, jak sportowiec i artystka potrafią zbudować globalne marki osobiste, wejść we współprace premium i tworzyć własne biznesy – od klubu piłkarskiego w Miami po luksusową modę i beauty. Świetnie pokazuje to siłę storytellingu i długofalowego budowania wartości wokół ludzi, którzy są brandami samymi w sobie.
4. Czego nie dowie się o mnie ktoś, kto przeczyta tylko moją klasyczną notkę bio?
Sport to moja pasja – od MMA i boksu, przez snowboard, aż po triathlon. Niedawno ukończyłem dystans olimpijski, a teraz przygotowuję się do „połówki” Ironmana. Latem wróciłem też na deskę i ponownie zakochałem się w kitesurfingu. To właśnie sport uczy mnie dyscypliny, odporności i nieustannego przesuwania własnych granic.
5. Z jakim zjawiskiem w marketingu wiążę największe nadzieje na przyszłość?
Z aktywacjami offline, które dostarczają prawdziwych emocji i doświadczeń. To właśnie te eventy i wydarzenia naturalnie żyją potem online – w social mediach, wspierane przez twórców i influencerów. Połączenie realnego kontaktu i cyfrowego zasięgu daje markom największą wartość przy stosunkowo niewielkich budżetach. Dlatego właśnie rekomendujemy je naszym klientom – bo budowanie trwałych relacji z brandem to kluczowa rzecz w biznesie.
6. Serial, który polecam jako inspirację dla marketingu
Seriali nie oglądam – od roku wybieram książki. To one dają mi świeżą perspektywę i inspirację do refleksji nad autentycznością i równowagą.
Sięgam po literaturę o ajurwedzie („Eternal Health” Partapa Chauhana), a także po „Co nas nie zabije” Scotta Carneya (z przedmową Wima Hofa), „Nic mnie nie złamie” Davida Gogginsa, „Glukozową rewolucję” Jessie Inchauspé czy biografię Novaka Djokovicia. To opowieści o pasji, dyscyplinie i mentalności mistrza, które inspirują mnie m.in. w pracy zawodowej. Pokazują, że w marketingu nie liczy się sztuczne „overpromise”. Ważne są autentyczne historie i dostarczanie realnej wartości.


