Kolejna „Przerwa na kawę”. Tym razem jej gościem jest Piotr Fuk
Piotr Fuk to jeden z tych ludzi, którzy tworzyli polską reklamę. Z branżą związany jest od ponad trzydziestu lat. Pracował w tak znanych agencjach, jak D’Arcy, G7, Brain, Team One, 303, Saatchi & Saatchi, Havas, Freundschaft. Współtworzył wejście na rynek marki Heyah i platformy 36.6 z TurboDymoManem.
Niedawno Piotr Fuk dołączył do agencji Endless jako senior art director.
Poprosiliśmy go, by odpowiedział na kilka naszych pytań.
Ulubiony projekt marketingowy, przy którym pracowałeś, to…
Projekt szkoły w Nepalu dla Wirtualnej Polski. Pracowałem przy tym projekcie wraz z Pawłem Czartoryskim. To jeden z tych projektów, przy których człowiek przypomina sobie, że marketing może czasem zrobić coś więcej niż tylko dowieźć KPI. Udało się realnie zbudować szkołę, więc wyjątkowo skończyło się czymś więcej niż prezentacją w PDF-ie.
Co uważasz za najbardziej przehype’owany trend w marketingu mijającego roku?
Najbardziej przehype’owany trend ostatniego roku to zdecydowanie bezrefleksyjne użycie AI w marketingu.
Nie sama technologia – ta jest przełomowa i zostanie z nami na długo – tylko sposób, w jaki została zaadaptowana. W wielu przypadkach AI stała się odpowiedzią, zanim padło pytanie. Marki zaczęły produkować więcej treści szybciej i taniej, ale bez realnego wzrostu jakości czy trafności przekazu.
W efekcie dostaliśmy ogromną skalę komunikacji, która jest poprawna, ale generyczna. Z perspektywy odbiorcy to się szybko zlewa – spada rozróżnialność, a wraz z nią efektywność. Paradoksalnie więc narzędzie, które miało zwiększać skuteczność, często ją rozwadniało.
Najciekawsze jest to, że równolegle rośnie wartość rzeczy trudnych do zautomatyzowania: wyrazistej strategii, mocnego insightu, autentycznego tonu marki. AI bardzo dobrze wspiera egzekucję, ale nie zastępuje decyzji, co i dlaczego komunikujemy.
Dlatego powiedziałbym, że hype nie dotyczył AI jako takiej, tylko przekonania, że może ona kompensować brak jakościowego myślenia marketingowego. A tego – jak zawsze – nie da się zautomatyzować.
Jaka jest Twoja ulubiona kampania reklamowa? (oprócz tych, przy których pracowałeś)
„Dumb Ways to Die” dla Metro Trains w Melbourne. Kampania o bezpieczeństwie, która miała wszystko, czego marketing zwykle szuka latami: świetny insight, prosty pomysł, humor i piosenkę, której później nie da się wyrzucić z głowy przez tydzień. Trochę zazdroszczę, że ktoś wpadł na to przede mną.
Czego nie dowie się o Tobie ktoś, kto przeczyta tylko Twoją zawodową notkę bio na konferencję branżową? (pasje, zainteresowania, doświadczenia)
Że nie lubię mówić o sobie. Dlatego zwykle wolę robić kampanie niż opowiadać o sobie w ankietach 🙂
Z jakim zjawiskiem w marketingu wiążesz największe nadzieje na przyszłość?
Z AI w marketingu – i jednocześnie trochę się tego boję. Daje ona z jednej strony możliwości, o których kilka lat temu można było tylko pogadać na konferencji przy kawie. Z drugiej mam wrażenie, że branża dopiero uczy się, gdzie kończy się pomocne narzędzie, a zaczyna generowanie kolejnych dwustu slajdów bez sensu.
Jaki serial polecasz jako inspirację, kopalnię insightów dla marketingu?
„Sukcesja”. Niby serial o rodzinie miliarderów, ale tak naprawdę świetne studium komunikacji, ego, kryzysów wizerunkowych i walki o uwagę. Po kilku odcinkach człowiek zaczyna rozumieć, że większość spotkań biznesowych mogłaby być jednym mailem – albo terapią.


