- 1
- 3
„Mistrzu, pomyśl” – aktywiści zarzucają kampanii PZU i Policji victim blaming
Kampania prewencyjna PZU oraz Komendy Głównej Policji „Mistrzu, pomyśl” w założeniu miała poprawić bezpieczeństwo użytkowników jednośladów. Wywołała jednak falę oburzenia.
Kampania PZU i Policji „Mistrzu, pomyśl” wystartowała w połowie kwietnia. Objęła swym zasięgiem telewizję, internet oraz 380 nośników OOH zlokalizowanych przy ścieżkach rowerowych i ruchliwych skrzyżowaniach. Kontrowersje (zarzut: victim blaming) wzbudziły przede wszystkim:
- plakaty przedstawiające zniszczony w wypadku rower,
- rozsypane zakupy,
- ironiczne podpisy „Mistrzu, pomyśl” i „Przecież nie o taką zabawę chodziło…”.
Poniżej umieszczono informację, że „co roku ponad 200 »mistrzów dwóch kółek« ginie w wypadkach”.
Środowiska aktywistów miejskich, organizacji rowerowych oraz komentatorów medialnych zarzucają twórcom:
- stygmatyzację ofiar wypadków drogowych,
- manipulację statystykami,
- podsycanie agresji wymierzonej w rowerzystów.
Zdaniem krytyków zestawienie zniszczonego roweru z hasłem sugerującym brak myślenia jednoznacznie przerzuca odpowiedzialność za tragedie na samych poszkodowanych. Jest to klasyczny victim blaming (obwinianie ofiar). Aktywiści podkreślają, że taka narracja usprawiedliwia niebezpieczne zachowania kierowców samochodów, którzy w świetle oficjalnych raportów są najczęstszymi sprawcami potrąceń.
Szczególnie obszernie i wyczerpująco przeanalizował tę kampanię 18 maja (tuż po jej zakończeniu) Remek Siudziński na swoim profilu facebookowym Ultrakolarz:
Portal Donald.pl oraz komentatorzy zwrócili także uwagę na fakt, że liczba „ponad 200 ofiar śmiertelnych” dotyczy ogółu użytkowników jednośladów w Polsce (w tym motocyklistów). Łączenie tej statystyki z grafiką przedstawiającą rower miejski z koszykiem na zakupy uznano za celowe zniekształcenie rzeczywistości. W rzeczywistości w 2025 r. zginęło 155 rowerzystów, z czego większość (88 osób) zginęła z winy innych uczestników ruchu.
Remek Siudziński we wpisie podkreśla, że kampania pogłębia konflikty społeczne. Ironiczne nazywanie kolarzy i rowerzystów „mistrzami” buduje szkodliwą dychotomię na drodze. Zamiast edukować i budować wzajemny szacunek, kampania utwierdza część agresywnych kierowców aut w przekonaniu, że rowerzyści to „intruzi” stwarzający zagrożenie dla własnej „zabawy”. Równie ostro oceniają fakt, że państwowa instytucja oraz policja skupiły swoje siły na dyscyplinowaniu niechronionych uczestników ruchu drogowego, którzy w zderzeniu z wielotonowymi pojazdami nie mają szans na przeżycie, zamiast kłaść nacisk na bezwzględne egzekwowanie przepisów od kierowców aut.



