Medicine przeprasza za kampanię o „bólu istnienia”, a Masłowska narzeka, że jej nie zrozumiano
  • 2
  • 13
2.09.2020

Medicine przeprasza za kampanię o „bólu istnienia”, a Masłowska narzeka, że jej nie zrozumiano

Medicine promuje nową kolekcję odzieży jako „lek na wypalenie, niepokój i ból istnienia”. Po krytyce ze strony konsumentów marka przeprasza. Tłumaczy, że kampania miała być ironiczna. Współtwórczyni kampanii, pisarka Dorota Masłowska z kolei skarży się, że odbiorcy opacznie zrozumieli jej pomysł.

Kampania nowej kolekcji rusza 2 września. W jej zapowiedziach mowa jest o odzieży, która leczy dolegliwości psychiczne. Czytaj więcej: Ubrania Medicine jako lek na „ból istnienia”.

W oświadczeniu opublikowanym na swoim fan page’u marka Medicine wyjaśnia, że kampania nie była jej pomysłem. Stworzyli ją Dorota Masłowska i Maciej Chorąży w ramach długofalowego projektu współpracy marki z różnymi artystami. Kampania miała być przewrotną kreacją dwójki artystów stojących również za samą kolekcją.

„Artyści z jednej strony otwarcie parodiują nazwę marki i koncept codziennej terapii modą, z drugiej zaś – stylizują swój przekaz na pseudonaukowy żargon, charakterystyczny choćby dla reklam suplementów diety. Idea kolekcji obnaża tym samym obłudę i fałsz marketingowej retoryki obiecującej lekarstwo na każdą, w tym egzystencjalną, dolegliwość” – pisze Medicine w oświadczeniu opublikowanym na swoim profilu na Facebooku.

Marka – widząc, że jej intencje nie zostały prawidłowo odczytane przez odbiorców – przeprasza wszystkich, którzy poczuli się urażeni. Kampania bowiem spotkała się z krytyką ze względu na bagatelizowanie problemów psychicznych i zachęcanie do zakupów odzieży jako formy terapii.

Medicine deklaruje, że cały zysk ze sprzedaży tej kolekcji przekaże „instytucji lub inicjatywie zajmującej się problemami psychicznymi”.

Do kampanii odniosła się również jej twórczyni, Dorota Masłowska. We wpisie na swoim fan page’u na Facebooku dziwi się, że jej zamysł został opacznie zrozumiany. Tłumaczy, że kto zna jej twórczość, nie mógłby podejrzewać jej o naigrawanie się z depresji. „Myślę, że jeśli ktoś czyta cokolwiek, co piszę i mówię, wie, że raczej zastanawiam się nad naszą trudną kondycją w bardzo trudnym świecie. Koszulki są, w lżejszej formie, kontynuacją tej refleksji” – dodaje pisarka.

Zauważa, że w obiegu galeryjnym jej pomysł spotkałby się z życzliwym przyjęciem, „w obiegu masowym natomiast, rozczytana jeden do jeden, wywołuje moralne wzmożenie. Święty gniew i usypywanie stosu, na którym spalone mają zostać drwiące z ludzkiego cierpienia, niesamowicie konsumpcyjne koszulki i my razem z nimi”. W podsumowaniu postu nawołuje do uspokojenia emocji i skierowania oburzenia na inne, ważniejsze tematy.

W komentarzach pod jej postem przewijają się wypowiedzi, że koncept artystyczny nie był na tyle czytelny, by rozpoznać parodię konwencji reklam parafarmaceutyków, o której pisarka wspomina jako inspiracji. W związku z tym być może zawiodło wykonanie, skoro wymaga odrębnych wyjaśnień intencji stojących za kampanią.

Poniżej pełna treść oświadczenia Medicine:

OŚWIADCZENIE
Niniejszym informujemy, że kolekcja autorstwa Doroty Masłowskiej i Macieja Chorążego jest częścią projektu marki Medicine, w ramach którego podejmujemy współprace kreatywne z artystami. Tym samym podkreślamy, że koncepcja kolekcji jest wizją i kreacją artystyczną, w której spotykają się światy mody, sztuki i literatury. Dorota Masłowska i Maciej Chorąży oparli swój pomysł na przewrotnej konwencji, wykorzystując takie narzędzia, jak pastisz czy ironia. Myślą przewodnią kolekcji jest wpływ współczesnych zagrożeń cywilizacyjnych na naszą kondycję duchową. Artyści z jednej strony otwarcie parodiują nazwę marki i koncept „codziennej terapii modą”, z drugiej zaś – stylizują swój przekaz na pseudonaukowy żargon, charakterystyczny choćby dla reklam suplementów diety. Idea kolekcji obnaża tym samym obłudę i fałsz marketingowej retoryki obiecującej lekarstwo na każdą, w tym egzystencjalną, dolegliwość.W związku z kontrowersjami wokół zapowiedzi kolekcji oświadczamy, że naszym celem nie jest bagatelizowanie problemów psychicznych. Wręcz przeciwnie – przyświecało nam zwrócenie uwagi na problem oraz swoiste „odczarowanie” zagadnień związanych z różnymi „terapiami”, jakie próbuje się nam codziennie sprzedać w środkach masowego przekazu. Byliśmy świadomi kontrowersji, jakie może wywołać forma przekazu, nie ukrywamy jednak, że zaskoczyła nas skala gwałtownych reakcji i negatywnych komentarzy. Z całą pewnością potwierdziły one, jak dużym problemem społecznym są dolegliwości natury psychicznej i że należy o nich rozmawiać.Przepraszamy wszystkich, którzy poczuli się urażeni przekazem zapowiedzi projektu. Z uwagą śledzimy głosy i komentarze, jakie pojawiają się w przestrzeni publicznej. Działając zgodnie ze strategią naszej marki, której celem jest między innymi współpraca z artystami i wzmacnianie świadomości społecznej, wspólnie z autorami kolekcji podjęliśmy decyzję o przekazaniu całości zysku z jej sprzedaży instytucji lub inicjatywie zajmującej się problemami psychicznymi.

Wyjaśnienie Doroty Masłowskiej:

Drodzy. Wiele się dzieje, w ostatnich dniach nie tylko zostałam beatyfikowana, ale i uległam gwałtownej debeatyfikacji. Chodzi o Medicine gate; spieszę wyjaśnić.

Koszulki, które zaprojektowaliśmy z Maćkiem Chorążym już na etapie zapowiedzi wzbudziły duże wzburzenie internautów, którzy po zobaczeniu 15-sekundowej dość może niejasnej zajawki ocenili, że naśmiewamy się z depresji. To niespodziewana i tragicznie opaczna interpretacja naszego całego zamysłu, który chcieliśmy tu niebawem zaprezentować z nieco większą radością.

Nie moglibyśmy naśmiewać się z depresji. Musielibyśmy wtedy naśmiewać się ze swoich rodzin, przyjaciół i przede wszystkim z, na różnych etapach życia, siebie. Myślę, że jeśli ktoś czyta cokolwiek, co piszę i mówię, wie, że raczej zastanawiam się nad naszą trudną kondycją w bardzo trudnym świecie. Koszulki są, w lżejszej formie, kontynuacją tej refleksji. Wymyśliliśmy, że z zewnątrz będą trochę brzydkie, a w środku będą miały „synergiczne napisy lingwistyczne”, które jakoby „leczą” z problemów, bólu i zagrożeń cywilizacyjnych. Język, którego użyłam,imituje bełkotliwość nowomowy farmaceutycznej, wykorzystujący rozmaite niejasne „dermosynergie” i inny wciskany nam farmazon, język de facto magiczny. Chodziło nam o namówienie potencjalnych nosicieli tych koszulek do pewnej gry z wyobraźnią; fantastyczną i absurdalną, nie mającą prawa działać supernowoczesną technologię. Oto napis „nie bój się” na wnętrzu tkaniny będzie z tobą chodził cały dzień i ocierając się o twoją skórę, dodawał ci odwagi. Czy to działa?

Nie. To nie jest prawda. Nie jest to też beka ani żart: to po prostu abstrakcja, fantazja.

Która w obiegu galeryjnym czy literackim, w którym funkcjonujemy na co dzień, spotkałaby się z namysłem, uśmiechem, może ziewnięciem, w obiegu masowym natomiast, rozczytana jeden do jeden, wywołuje moralne wzmożenie. Święty gniew i usypywanie stosu, na którym spalone mają zostać drwiące z ludzkiego cierpienia, niesamowicie konsumpcyjne koszulki i my razem z nimi. No dobrze, to oczywiście jest nieuchronne, już wszystko gotowe, nie poganiajcie nas, sami wejdziemy, sami się spalimy, sami sami!

Przedtem jednak zaklinam: bądźmy czujni, o co się gniewamy i o co wznosimy pięści. Bo w końcu ktoś kupi sobie „Baśnie Braci Grimm” i powie: „wilk zjadł kobietę, a potem ona dalej żyje. Czuję się urażony tymi okropnymi kłamstwami, one mają olbrzymią szkodliwość społeczną, żądam przeprosin i wpłacenia sto milionów na babcie”. Rozumiem że słusznie i przyjemnie jest powiedzieć nie! złu, ale za naszym pomysłem nie stoi żadne zło, schowajcie te gromy i WTF??!! na lepszą okazję, naprawdę ich teraz nie brakuje.

  • 13
Medicine przeprasza za kampanię o „bólu istnienia”

Medicine przeprasza za kampanię o „bólu istnienia”

Ubrania Medicine jako lek?

Ubrania Medicine jako lek?

Koszulka z nowej kolekcji

Koszulka z nowej kolekcji

Koszulka z nowej kolekcji

1 września 2020