Rewolucji nie widać. Addressable ads nadejdą później, niż zakładanoRewolucji nie widać. Addressable ads nadejdą później, niż zakładanoRewolucji nie widać. Addressable ads nadejdą później, niż zakładanoRewolucji nie widać. Addressable ads nadejdą później, niż zakładano
Telewizyjna reklama „specjalnie dla Ciebie”... dopiero za jakiś czas (fot. Pixabay)

Rewolucji nie widać. Addressable ads nadejdą później, niż zakładano

Rewolucji nie widać. Addressable ads nadejdą później, niż zakładano
Mateusz Lubczański

Mateusz Lubczański

-

dziennikarz, Marketing przy Kawie

Mateusz Lubczański

Mateusz Lubczański

dziennikarz
Marketing przy Kawie

Absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, na co dzień pisze o wszystkim, co związane z motoryzacją. Zafascynowany nowoczesnymi technologiami, fotografią oraz rynkiem gier komputerowych. W wolnym czasie (którego ma coraz mniej) przechodzi kolejne gry RPG lub nadgania serialowe zaległości.

Uciskana przez Netflixa i inne serwisy streamingowe klasyczna telewizja wydaje się coraz bardziej archaicznym medium. Zwłaszcza dla reklamodawców, którzy z utęsknieniem wyczekują chwili udostępnienia narzędzia zwanego addressable ads. Trafienie do znacznie precyzyjniej wybranego widza będzie wówczas bajecznie proste.

Im większa widownia, tym wyższe ceny. Pojawienie się w telewizyjnym bloku reklamowym podczas sobotniego czy niedzielnego wieczoru jest zdecydowanie droższe niż np. w południe w środku tygodnia. Ale w żadnym z tych przypadków nie można mówić o precyzji dotarcia.

Nastolatków nie interesują leki na bolące stawy, mieszkańcy małych miejscowości mają inne preferencje niż ci żyjący w miastach.

Obecnie możesz przeczytać
1 artykuł dziennie

Zarejestruj się bezpłatnie, aby otrzymać dostęp do

4915 artykułów, newslettera

oraz informacji handlowych m.in. o wydarzeniach branżowych, usługach czy produktach wspierających marketing.

Masz już konto? Zaloguj się